Chłopa Wam trzeba
Zdarzył się nie tak dawno temu Kongres Kobiet Polskich czy coś o podobnej nazwie. Ot, spotkanie różnej maści feministek, aktywistek babskich ruchów i propagatorek powszechnego babskiego uwłaszczenia, ups, równouprawnienia oczywiście. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, wszak w Polsce jest miejsce na spotkania przeróżnych ludzi o przeróżnych poglądach, punktach widzenia i tematyce, gdyby nie... no właśnie – jakiś dziki szał opanowujący radiowych i nie tylko dziennikarzy próbujących na siłę przypodobać się babskim komitetom.
O co tu chodzi – drzwi pod prądem, lampa w podłodze, to wszystko popieprzone jest! (cytując klasyka). Czy niektórym dziennikarzom ten kongres zawrócił w głowie? Po co chcą zrobić dobrze tym feministkom? Przecież nikt rozsądny głowy by sobie takimi babskimi spędami nie zajmował, gdyby nie dziennikarze właśnie. Ot, było – minęło, każdy by machnął ręką.
Ale nie, tymczasem powstają jak grzyby po deszczu programy radiowe (jak na razie zapewne), których męscy prowadzący określają się mianem (sic!) feministów. No przepraszam za określenie, ale ich ktoś chyba za mocno za jaja chwycił. Co to ma znaczyć facet – feminista? W dupach się poprzewracało (znów klasyk). Tym bardziej, że w programach tych wygadywane są takie bzdury, jak chociażby określenie programu budowy boisk “Orlik 2012” mianem przejawu masculinizacji społeczeństwa, bo przecież zdaniem takiego czy innego dziennikarzyny jedyni użytkownicy tych boisk to chłopcy, mężczyźni i faceci. Ja rozumiem, że dziennikarz ma ciężką pracę, musi siedzieć w studiu, prowadzić durne wywiady, zadawać nic nie znaczącym ludziom nic nie znaczące pytania, boisko typu orlik zna z wypowiedzi polityków i niusów, w których z pompą otwiera się kolejne kilkanaście takich placów, ale do licha, od dziennikarza wymagamy choćby odrobiny rzetelności.
Dyskusja o tych nieszczęsnych orlikach zabolała mnie tym bardziej, że osobiście aktywnie z takich boisk korzystam i niejednokrotnie rzucamy czy kopiemy w towarzystwie dziewczyn czy kobiet. Przecież orliki są dla wszystkich i faktycznie wszyscy chętni z nich korzystają, płeć nie ma tu żadnego znaczenia. A tekst “orliki są przejawem maskulinizacji społeczeństwa” przewraca mi trzewia jak choćby “nieprawda, Kopernik była kobietą” (też klasyk).
Jadąc dalej z tematem babskiego kongresu. Jednym z jego efektów jest projekt ustawy parytetowej. Co za idiota to wymyślił, a raczej wymyśliła i idiotka oczywiście. Połowa bab w Sejmie i Senacie, a może na dodatek premier i prezydent też powinni być w połowie kobietami? Zgroza, zgroza, po trzykroć zgroza! Już teraz na po wypowiedziach posłanek Rokity, Wróbel, Szczypińskiej czy Jakubowskiej włosy na dłoni stają mi dęba. I może dzięki parytetowi mamy mieć więcej takich wśród naszych przedstawicielek w parlamencie? Po jaką cholerę? Żeby zabraniały rodzicom krzywo spojrzeć na własne dziecko? Żeby po psa ze schroniska trzeba było wypełniać dokumenty adopcyjne i przechodzić testy psychologiczne? Żeby chłop nie mógł z gołą babą w windzie? (no dobra, to też klasyk). Poroniony pomysł i tyle. Daj babie palec, urwie Ci rękę i przy okazji powie, że sama Ci odpadła, bo ją molestowałeś seksualnie.
Co dalej? Dziennikarze - feminiści w niektórych radiach z lubością przedstawiają swoje rozmówczynie vel psycholożka (zamiast pani psycholog), ginekolożka (zamiast pani doktor ginekolog), filolożka (zamiast pani filolog), kosmetolożka (zamiast pani kosmetolog), czy muzykolożka (zamiast pani muzykolog). Rozumiem, że baby na siłę chcą podkreślić swoją delikatną kobiecą naturę, ale skręcanie na siłę męskich słów w ich babskie odmiany brzmi nad wyraz paskudnie i wywołuje na twarzach słuchaczy raczej uśmiech politowania niż zrozumienie. Feministki tak już jednak mają – będą zawsze na siłę wszystko co męskie przewartościowywać na damskie. Bo przecież “samiec twój wróg” (znów klasyk).
Chłopa Wam trzeba, silnej męskiej ręki, o której wszystkie i tak marzycie za dnia i śnicie po nocach. Ale dla taniego poklasku wszystkiemu da się zaprzeczyć. Polityczna sława się zamarzyła, naprawdę w dupach się poprzewracało. A do dziennikarzy - feministów: ja nie zaprzeczam swojej męskiej naturze, jestem pełnokrwistym facetem, wyznającym z lubością męski, szowinistyczny punkt widzenia. Natury się nie da oszukać (heh, kolejny raz...), nawet wśród feministek w Warszawie.








