Desperacko potrzebuję miłości
Widzę co dzieje się wkoło mnie; widzę samotność, szczęście, miłość, zdradę. Związki z potrzeby miłości i takie, które są aktem ostatecznego wyjścia. Łapmy co się da, byle było blisko nas. Strach mnie ogarnia, bo wiem, że samotność boli, wkrada się w nasze życie i nie daje wytchnienia, cisza rozrywa bębenki uszne, a wieczory uświadamiają, że ranek tak daleko. Wszystko staje się schematem. Jedzenie, praca, przyjemności. Człowiek wtapia się w swoją samotność i żyje w niej jakby była mu pisana. Są jednak jakieś marzenia, że może tego dnia coś się zmieni, że może spotkam kogoś fajnego.
Ostatnio korzystam z internetu; jestem zalogowana na randkach i to nie jednych, już zdążyłam się połapać, że takich jak ja jest wielu, ale ilu z nich chce tego, co ja: Miłości?
Jeśli w realu tak ciężko poznać kogoś to chociaż tutaj jest szansa na jakieś znajomości. Dzieje się sporo od załogowania; rozmawiam już z kilkoma mężczyznami, co prawda na niektóre anonse nie odpowiadam, bo piszą tak obscenicznie, że aż mnie skręca, ale mam paru, z którymi miałabym ochotę się spotkać. Po kilku dniach niektórzy się wykruszają, nie wiem chyba spodziewali się szybkiego spotkania i konsumpcji, idzie to wyczytać między wierszami, nie jestem pierwszą naiwną, a moja potrzeba miłości, no cóż... nie za wszelką cenę.
Mam takiego jednego, ma na imię Marek; działa na mnie bardziej niż inni, chyba poproszę o zdjęcie. Przysłał... jest strasznie brzydki, Boże i co teraz... powiedzieć mu, że mi się nie podoba... Powiedziałam, napisał że wiedział, że tak będzie; zawsze kobiety reagują tak samo na jego zdjęcie. No cóż... nie rozmawiamy już w ogóle. Teraz to mam dopiero problem, bo z tych wszystkich, z którymi rozmawiałam tylko on był w miarę sensowny.
Zmieniam strategię; pierwsze od czego zacznę to będę prosiła o zdjęcie, bo wiadomo rozmowa rozmową, ale chcę się zakochać w kimś, kto mi się spodoba też fizycznie.
Zaczęło się obrażanie, że niby jestem jakaś taka dziwna prosząc od razu o zdjęcie (a jakie to ma naprawdę znaczenie?), że bardzo przedmiotowo podchodzę do sprawy. No przecież proszę tylko o zdjęcie, nie chcę oglądać ich członków tylko wiedzieć jak wyglądają, czy jest w tym coś nienormalnego? OK nie interesują mnie Ci obrażający się panowie; jak się komuś nie podoba to nic na to nie poradzę. Znowu mam małą listę panów, z którymi mam ochotę się spotkać, jest ich trzech. Fajnie coś się w końcu ruszyło. Umawiam się z Waldkiem; sam zaproponował spotkanie, od rana jestem cała podekscytowana jeszcze w pracy rozmawiamy o tym gdzie, co i jak. Oczywiście obydwoje zaznaczamy, że to tylko kawa, ale na tę okazję sprawiłam sobie nowe buty, perfum. Jest mi jakoś tak inaczej, chyba się cieszę. Dawno nie miałam randki. Godziny się jakoś tak wleką, ja cała niespokojna czekam na szesnastą. Koniec pracy, teraz szybko do domu, kąpiel, układanie włosów, w co się ubrać!!!? Niby plan był taki, że idę w spódnicy, ale może coś bardziej na luzie? Dobra!! Dżinsy i nowe buty na obcasie facetom to się podoba...
Przyjechał po mnie o 18 -ej, jeszcze cała w skowronkach schodzę na dół, czeka na mnie ON, wygląda jakoś inaczej niż ten ze zdjęcia, jest taki niechlujny, jakby w biegu skądś wracał. Po dwóch godzinach wracam do domu zniesmaczona. Nie spotkam się z nim więcej, skoro ja się postarałam i wyglądałam jak lala to on mógł przynajmniej się ogolić i wykapać.
Jeszcze nie jestem załamana; w końcu na liście było trzech Panów, wiec jeszcze jest szansa. Co prawda Waldek miał największe notowania, ale cóż zawiódł mnie.
Drugi na liście był Piotr; jest bardzo przystojny, może dlatego nie zajął pierwszego miejsca, bałam się jego reakcji na mnie. Zdjęcie wysłałam, ale to tylko zdjęcie. Umówiliśmy się; tym razem nie szalałam jak poprzednio, nie było nowych butów, perfum. Pomyślałam, że jeśli będzie wszystko dobrze to nowe buty ani zapach tego nie zmienią. Bałam się tego spotkania. Stało się; przyjechał po mnie i byłam zaskoczona, stał przede mną bardzo miły mężczyzna, nawet się troszkę speszyłam, ale to była chwila. Rozmowa popłynęła jak nigdy, aż zaczęłam żałować, że ON nie był pierwszy. Rozmawialiśmy trzy godziny, nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Na koniec obiecaliśmy sobie, że po powrocie do domów napiszemy jakie są nasze wrażenia z tego spotkania. Nie wiem dlaczego nie zrobiliśmy tego bezpośrednio twarzą w twarz (a może i lepiej). Nie napisałam pierwsza, jakoś zabrakło mi odwagi, on natomiast bez ogródek napisał, że to nie ja jestem tą, z którą chciałby się spotykać. Że i owszem jestem miła (o zgrozo), ale nie iskrzy. I znajomość koleżeńska jak najbardziej, ale nic poza tym. Skoro sobie obiecaliśmy to też napisałam szczerze, że on mi się spodobał i to bardziej niż kolega, więc jeśli nie ma nic przeciwko temu, to nie chcę kontynuować tej znajomości, bo zawsze będę chciała czegoś więcej. Zrozumiał. Poza tym wiem, że to tylko takie czcze słowa. Bo on tak samo jak i ja szukał miłości, a skoro ją znajdzie to niestety nie będzie czasu na koleżanki.
Na trzecią randkę umówiłam się bardzo szybko, jakbym chciała mieć to już za sobą; podświadomie wiedziałam jak to się zacznie i jak skończy. Postanowiłam, że się postaram. Będę miła i pełna nadziei na to, że w końcu się uda. Umówiliśmy się jak zwykle na kawę, bo to chyba najbezpieczniej, zawsze można ją szybko wypić i uciec, bądź zamówić kolejną. Niestety skończyło się na jednej. Było bezbarwnie, nie tak jak chciałam. Nie będę wdawała się w szczegóły. Zwyczajnie nie wyszło.
To było pięć lat temu; od tamtej pory zrezygnowałam z randek, a potem znowu na nich byłam i jestem do tej pory. Nie umiem już normalnie szukać sobie kogoś bliskiego, nie umiem poderwać kogoś w pubie bądź na imprezie. Z rana wchodzę na randki i sprawdzam ilu mężczyzn do mnie napisało, potem idę do pracy i odpisuję na anonse, czasami jak jest ktoś bardziej ciekawy rozmawiam z nim na gg. Kiedy wracam do domu już myślę o tym, co czeka mnie wieczorem w moim wirtualnym świecie, z kim dzisiaj będę rozmawiała i o czym. Zaczęłam też z mężczyznami rozmawiać o seksie, podniecam się przy tym bardzo i wyobrażam sobie, że nie jestem sama. Mam swoją wirtualną nierzeczywistą miłość; bezpieczną, bez zobowiązań i rozczarowań.
Na spotkania nie chodzę, boję się zawieść z tego też powodu; co i rusz tworzę nowe profile na randkach, żeby zaczepiali mnie różni mężczyźni. Jestem ciągle samotna i ciągle rozchwytywana. Jestem ciągle w innym świecie. Nierealnym i wymyślonym.
P.S. Nie jest to moja historia, ale ubrałam ją w swoje słowa.











