Dożywocie = dożywocie
Poruszyła mnie dość bulwersująca kwestia, którą w ostatnich dniach próbuje się roztrząsać w mediach. Nie należy może ona do głównego nurtu tematycznego magazynu HE, jednak warto choć chwilę się nad nią zastanowić – dlatego też po lekturze artykułu od razu zapraszam do dyskusji na forum. Najsłynniejszy ostatnio polski przestępca – Jakub T., skazany przez brytyjski sąd na dożywocie za gwałt na kobiecie popełniony na terenie Zjednoczonego Królestwa.
To o nim będzie właśnie mowa, a raczej o sposobie, w jaki ma, moim zdaniem, w dużej części uniknąć zasądzonej kary. Uważam, że niesłusznie, ale może do rzeczy.
Otóż adwokaci broniący Jakuba T. wynegocjowali, zgodnie zresztą z umowami międzynarodowymi, że skazany będzie mógł odbywać karę w polskim więzieniu. I tu przyklaskuję pomysłowi w pełni. Niech odbywa tę karę w Polsce i niech Anglicy płacą polskim służbom penitencjarnym jego więzienne diety.
Natomiast w pełni odcinam się i stanowczo protestuję przeciwko próbom roztrząsania, czy przypadkiem w związku z tym, że Jakub T. został przeniesiony do Polski, nie powinien mieć dostosowanej kary do obowiązującego w Polsce systemu i za popełniony gwałt nie powinien odsiedzieć zamiast dożywocia jedynie 12 lat.
Pytam jakim prawem? Jaki jest w tym sens? Szalenie mnie to bulwersuje, ponieważ z takiego precedensu łatwy krok juz do sytuacji, gdy przestępca X (mając oczywiście odpowiednio sprawnego adwokata) zamiast dostać karę śmierci na morderstwo popełnione w niektórych stanach USA, zostanie przeniesiony do chociażby naszej Polski, przekwalifikuje mu się zarzut z morderstwa na nieumyślne spowodowanie śmierci, dostaje wyrok w zawiasach i za kilka miesięcy może wrócić do USA, juz jako wolny człowiek.
Wiem, że może nadmiernie ubarwiam, ale czynię to specjalnie, by ukazać paradoks takiego postępowania. Jakub T., abstrahując od tego czy uważa się za winnego czy niewinnego (to kwestia jego i jego obrońców, by przekonać sąd o jego niewinności), został prawomocnym wyrokiem skazany na dożywotnie więzienie. Przenosząc się do Polski i uznając rację jego adwokatów o dostosowaniu kary do wymogów polskiego kodeksu, wyjdzie na wolność za jakieś 5-6 lat. I co – wróci do Anglii? Jak powinien wtedy zachować się tamtejszy wymiar sprawiedliwości, przecież w świetle ich przepisów on wciąż powinien siedzieć w więzieniu. Osadzą go ponownie. I co wtedy?
Nie zgadzam się z próbami zmniejszenia mu kary za pomocą kruczków prawnych choćby z tej prostej przyczyny, że przecież mi, gdy popełnię przewinienie na czeskiej czy niemieckiej drodze, dostając mandat w koronach czy innej walucie, nikt go po przekroczeniu polskiej granicy nie adaptuje do polskich przepisów ruchu drogowego i nie przelicza na złotówki. Przecież to byłby bezsens.
Wyjeżdżając zagranicę mam obowiązek znać przepisy panujące w danym kraju i wiedzieć jakie są konsekwencje naruszenia prawa na tym czy innym terenie. Nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania – prawda? Dotyczy to każdego wykroczenia – od najprostszego zaśmiecania ulicy do najpoważniejszego – zabójstwa. Bez wyjątku. A przeniesienie Jakuba T. do polskiego więzienia powinno być jedynym pójściem na rękę skazanemu przez brytyjski sąd. Dożywocie to dożywocie i kropka.
Żeby troszkę jeszcze bardziej wzburzyć czytelników dodam, że w przypadku gwałcicieli akurat dożywocie jest odpowiednią karą. Zaś w przypadku obrońców tego akurat człowieka starałbym się raczej udowodnić, że jest on całkowicie niewinny, niż szukając dziury w całym, próbować mu, w bezczelny moim zdaniem sposób, zmniejszyć zgodnie z prawem wymierzoną karę.








