PROGRAMY PARTNERSKIE

Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna

Feminizm - nowa wersja komunizmu - część III

Feminizm - nowa wersja komunizmu - część III

 

Wydajność kobiet w pracy

Feministki dużo piszą o "krzywdzących" stereotypach na temat kobiet, które sprawiają, iż kobiety zarabiają mniej na tym samym stanowisku, pracując równie efektywnie jak mężczyźni.

Efektywność w pracy jest bardzo trudno zmierzyć. Zajmijmy się więc dziedzinami, w których osiągane rezultaty są łatwe do zmierzenia, w obiektywny, nie budzący wątpliwości sposób. Jest wiele dyscyplin sportu, od wymagających jedynie siły fizycznej (np. podnoszenie ciężarów), przez zręczność, zwinność, szybkość (lekkoatletyka), po intelekt, logiczne myślenie i wyobraźnię (szachy, brydż). W jakiej to dyscyplinie sportu kobiety osiągają lepsze wyniki?

Ja nie znam żadnej (osobiście wyżej cenię kobiety w łyżwiarstwie figurowym, tańcu, czy w gimnastyce artystycznej, ale tu obiektywny pomiar jest niemożliwy i być może są to tylko moje subiektywne wrażenia). Wróćmy teraz do pracy i wynagrodzenia za nią. Czy jest możliwe, by mężczyźni byli generalnie lepsi we wszystkich dziedzinach sportu, ale gorsi od kobiet w pracy? Jak to byłoby możliwe?

Fakt, że kobiety często wykonują zajęcia nisko opłacane, czy nieatrakcyjne, nie dowodzi dyskryminacji, a tylko tego, że przegrywają rywalizację na wolnym rynku. Przegrywają ją także wtedy, gdy same zakładają firmy i same nimi kierują. Każdy mógł założyć w garażu Microsoft, ale nie przypadkiem Bill Gates jest mężczyzną.

Więc może stereotypy jednak mają swoje uzasadnienie?

Należy wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik, który dodatkowo ma duży wpływ na dalsze obniżenie wydajności kobiet w pracy. Czynnikiem tym jest macierzyństwo oraz związany z tym system prawnej ochrony kobiet, który uprzywilejuje kobiety - matki kosztem pracodawcy.

Kobieta, która zajdzie w ciążę, nie może zostać zwolniona z pracy. Pracodawca zostaje postawiony w takiej sytuacji, że musi przez 9 miesięcy utrzymywać pracownika, niezależnie od sytuacji rynkowej firmy i ekonomicznego uzasadnienia dla istnienia tego etatu. Regułą jest, że ciężarna kobieta połowę okresu ciąży spędza na zwolnieniach lekarskich, co obciąża finansowo pracodawcę (za zwolnienia do 30 dni płaci, pracodawca, dopiero powyżej 30 dni - ZUS). Pracodawca może nawet bardzo kochać dzieci i do tego być gorącym zwolennikiem feminizmu - niewątpliwie jednak niekiedy musi zadawać sobie pytanie, dlaczego on ma za to wszystko płacić? Ponadto, jeśli kobieta pracowała w warunkach szkodliwych dla zdrowia- pracodawca ma obowiązek przesunąć ją na inne stanowisko, z zachowaniem dotychczasowego wynagrodzenia.

Po porodzie kobieta z reguły bierze urlop macierzyński. Z uwagi na to, jak ważne dla zdrowia dziecka jest karmienie piersią - raczej nie ma szans feministyczna propozycja, by urlopem macierzyńskim dzielili się po połowie matka i ojciec. W tym czasie pracodawca - jeśli potrzebuje tego stanowiska pracy - musi przyuczyć do obowiązków nowego pracownika, nie mając pewności, czy go ostatecznie zatrudni - kobieta bowiem może w dowolnym czasie zdecydować się na urlop wychowawczy lub zażądać powrotu do pracy.

Jeśli kobieta wróci do pracy - przez rok ma ustawowe prawo do godzinnej przerwy w pracy na karmienie piersią. Może tez kończyć prace godzinę wcześniej. Nie trzeba dodawać, że za to tez płaci pracodawca.

Posiadanie dzieci ma wpływ na wydajność kobiet także później, gdy dzieci już podrosną. Mimo twierdzeń feministek, że instynkt macierzyński nie istnieje - zdecydowana większość kobiet bardziej angażuje się wówczas w wychowanie dzieci, niż w pracę zawodową. Przestają być dyspozycyjne - bo o 17 trzeba odebrać dziecko z przedszkola. Często biorą zwolnienia lekarskie na opiekę, bo małe dzieci często chorują. Weekendowe szkolenia stają się kłopotliwe, gdy trzeba by organizować opiekę do dziecka.

Pomijając wolne zawody, artystów, polityków i naukowców - dla większości ludzi praca jest głównie sposobem na zdobywanie środków na utrzymanie rodziny, a nie drogą do samorealizacji. Ponadto wrodzone predyspozycje kobiet sprawiają, że szczególnie chętnie angażują się w opiekę nad dziećmi (nie przypadkiem to kobiety dominują w takich zawodach jak pediatra, pedagog czy pielęgniarka). W naturalny sposób po urodzeniu dziecka w małżeństwie następuje pewien podział ról, zazwyczaj zgodny z tradycyjnym podziałem - kobieta więcej zajmuje się domem i wychowaniem dziecka, na mężczyznę zaś spada większa odpowiedzialność za utrzymanie rodziny, co często wiąże się z większym zaangażowaniem w pracę zawodową, z podejmowaniem dodatkowych prac (czego dalszym efektem może być tak znienawidzony przez feministki awans zawodowy mężczyzn).

Nie może więc dziwić, że pracodawca, stojąc przed dylematem zatrudnienia na dane stanowisko kobiety lub mężczyzny oraz ustalając wynagrodzenie - musi brać pod uwagę to wszystko, co zostało wyżej powiedziane. Musi kalkulować, biorąc pod uwagę prawdopodobieństwo typowych zdarzeń - tak samo, jak robią to firmy ubezpieczeniowe, które ustaliły wyższą składkę dla młodych kierowców, bo wśród nich jest więcej sprawców wypadków. Musi brać pod uwagę, że zatrudniając kobietę, będzie prawdopodobnie ponosił dodatkowe koszty związane z ciążą, połogiem i karmieniem piersią. W tej sytuacji pytanie kandydatki do pracy o plany związane z dziećmi nie są przejawem wścibstwa lub celowej dyskryminacji, lecz próbą ustalenia danych, potrzebnych do chłodnej kalkulacji takiego wynagrodzenia, które pokryje dodatkowe koszty.

Feministyczna nietolerancja dla odmiennych poglądów

Feministki potrafią dyskutować tylko z osobami, które podzielają ich poglądy. Zupełnie zaś nie umieją zachować się wobec osób, które się z nimi nie zgadzają. Zdają się uważać, że nie zgadzanie się z nimi jest jakimś wyjątkowym nietaktem, niegodnym kulturalnej osoby. Zwłaszcza od mężczyzn wydają się oczekiwać... rycerskiego zachowania (sic!) polegającego na taktownym przemilczaniu nonsensów, które głoszą i nie wykazywaniu sprzeczności w ich poglądach. Takt, ich zdaniem, wymaga, by się z nimi zgadzać lub milczeć, kto zaś się sprzeciwia - musi być człowiekiem pozbawionym elementarnej kultury, rasistą, zwolennikiem Hitlera, lub - osobą pozbawioną wszelkich uczuć.

Tyowym, feministycznym manewrem w dyskusji jest odwrócenie uwagi od przedmiotu sporu i skierowanie jej na osobę dyskutanta, a następnie zdyskredytowanie go jako człowieka. Np. jeśli dyskusja zejdzie na ustalenia psychoanalizy w sprawie kobiet, feministka zweksluje dyskusję na samą osobę Freuda, zarzucając mu "kazirodczy związek z córką" lub "homoseksualizm". Zdaje się nie dostrzegać faktu, że prawdziwość lub fałszywość danej teorii naukowej nie zależy od "prowadzenia się" osoby jej twórcy, lecz od faktów, które ją potwierdzają lub obalają.

Powyższe spostrzeżenie wiąże się ze specyficznymi regułami uznawania zdań za prawdziwe lub fałszywe, stosowanymi przez feministki. W nauce zdania uznaje się za prawdziwe, jeśli są zgodne z danymi empirycznymi (jeśli potwierdzają je obserwacje i badania eksperymentalne) lub - jeśli można je logicznie wywnioskować ze zdań, które takie potwierdzenie posiadają. Bardzo ważna jest też wewnętrzna spójność teorii - poszczególne zdania tworzące teorię naukową nie mogą być sprzeczne między sobą. Stosowanie tych reguł w rzeczowej dyskusji wymaga, by powściągnąć emocje i skupić się wyłącznie na badaniu logiki wywodu (czy przesłanki są prawdziwe, czy wnioski z nich wyprowadzone są prawidłowo, czy nie stoją w sprzeczności z danymi empirycznymi, itd.).

Feministka natomiast z reguły nie jest w stanie prowadzić rzeczowej dyskusji. Dla feministki kryterium oceny prawdziwości danego zdania mogą być: emocje, jakie ono w niej budzi, emocje wobec osoby, która to zdanie wygłosiła, zgodność omawianego zdania z aktualną modą na określone poglądy, czy też fakt, że wygłosiła je inna feministka. Z kolei wykazywanie feministkom licznych wewnętrznych sprzeczności w ich światopoglądzie nie skłania ich do usuwania sprzeczności i modyfikacji światopoglądu - lecz tylko wywołuje ich święte oburzenie i skłania do porzucenia argumentów ad rem na rzecz argumentów ad personam. Skłonne są wówczas deprecjonować osobę dyskutanta, tak, jakby wierzyły, że automatycznie unieważnia to jego argumenty.

Feministki a normalne kobiety

Kobiety są inne od mężczyzn i ta inność determinuje (choć nie bezwyjątkowo) ich rolę w społeczeństwie, czy w małżeństwie. Normalne kobiety rozumieją i akceptują ten fakt, za nic w świece nie chcąc zamienić się rolami z mężczyznami. Feministki natomiast z tego powodu czują się gorsze i by złagodzić to uczucie, udowadniają całemu światu, że są takie same jak mężczyźni.

W przeciwieństwie do feministki, normalna kobieta:

- lubi mężczyzn i spodziewa się, że wybrany mężczyzna będzie dla niej najbliższą osobą (bliższą nawet niż przyjaciółki czy dzieci);

- ma generalnie pozytywne oczekiwania wobec mężczyzn, przyciąga, kontaktuje się i zawiera bliższe znajomości z mężczyznami, z którymi jest jej dobrze (pomimo całej świadomości, że na świecie istnieją także brutale, alkoholicy i zboczeńcy - tych jednak na ogół umie unikać);

- na męża chętnie wybiera silnego mężczyznę, który daje jej poczucie bezpieczeństwa;

- jest zadowolona z faktu, że jest kobietą i czerpie pełną garścią z kobiecych przywilejów (adorowania, strojenia się i malowania, kokieterii, seksu, itd);

- nie zazdrości mężczyznom ich przywilejów, a raczej wręcz przeciwnie - za nic nie chciałaby się z nimi zamienić;

- czuje się spełniona jako kobieta, gdy zostaje matką; urodzenie i wychowanie dzieci staje się dla niej ważniejsze niż praca zawodowa; jeśli wcześniej uważała inaczej - przewartościowanie takie zachodzi np. podczas ciąży (być może pod wpływem hormonów) lub w trakcie karmienia piersią;

- nawet gdy pracuje zawodowo, bliska więź z dzieckiem jest dla niej źródłem znacznie większych gratyfikacji, niż praca zawodowa.

Feministka natomiast:

- nienawidzi mężczyzn, obawia się ich, nie potrafi nawiązywać trwałych, udanych związków z mężczyznami;

- na męża chętnie wybiera pantoflarza, którego podporządkowanie się daje jej poczucie bezpieczeństwa, wobec silnego mężczyzny natomiast jest nieufna i przygotowana na rozwód (np. w tajemnicy przed mężem zakłada osobne konto w banku na wszelki wypadek);

- ma generalnie negatywne oczekiwania wobec mężczyzn, dostrzega wśród nich głównie brutali, alkoholików i zboczeńców -i rzeczywiście często takich do siebie przyciąga;

- nie umie cieszyć się z faktu, że jest kobietą, nawet, jeśli czasem korzysta z kobiecych przywilejów,

- jej życie seksualne jest niesatysfakcjonujące z powodu obaw przed pełnym oddaniem się mężczyźnie;

- zazdrości mężczyznom ich przywilejów i chętnie by się z nimi zamieniła (ale nie podejmując przy tym męskich obowiązków);

- łudzi się, że poczuje się spełniona jako człowiek, gdy osiągnie władzę, prestiż, lub wysoką pozycję zawodową, niekiedy neguje istnienie instynktu macierzyńskiego.

Feminizm jako przejaw zaburzeń emocjonalnych

Jak to się dzieje, że osoby skądinąd inteligentne i wykształcone, uznają za prawdziwe zdania bezzasadne? Ponieważ poglądy feministek są absurdalne i łatwo to wykazać w dyskusji, należy przypuszczać, że feministki uznają je za prawdziwe na innej podstawie, niż potoczne doświadczenie, wyniki badań naukowych, czy racjonalne rozumowanie. Racjonalne rozumowanie prowadzi bowiem do odrzucenia poglądów feministek, coś innego więc musi wpływać na nie tak, że mimo wszystko uznają swoje poglądy za prawdziwe. Poznanie prawdy nie jest bowiem kwestią inteligencji, lecz także, a może nawet przede wszystkim - sprawą charakteru. Można wskazać liczne przykłady intelektualistów, zaangażowanych po stronie faszyzmu lub komunizmu (np. Miłosz lub Sartre). Nadzieja na awans społeczny wielu z nich kazała przymykać oczy na absurdalność ideologii oraz szkody społeczne, wynikające z wprowadzania jej w życie.

Wydaje się, że można poszukiwać pewnych pozaracjonalnych przyczyn, dla których feministki wyznają swoją ideologię. Niewykluczone, że źródłem ich poglądów są urazy emocjonalne w relacji z ojcem w dzieciństwie. Możliwe, że wiąże się z tym nieumiejętność czerpania radości z pełnienia roli kobiety oraz brak satysfakcji seksualnej (wynikający z obaw przed pełnym oddaniem się mężczyźnie), czemu towarzyszy tendencja do obwiniania mężczyzn. Hipoteza ta wyjaśnia w jakiejś mierze odporność feministek na perswazję. Wyznają bowiem swój światopogląd nie dlatego, że dobrze wyjaśnia rzeczywistość społeczną, lecz dlatego, że uogólnia na cały świat ich osobiste doświadczenie. Przyjęcie światopoglądu feministycznego zwalnia je z konieczności przezwyciężania wyniesionej z dzieciństwa urazy do mężczyzn i podejmowania trudu własnego rozwoju emocjonalnego - zamiast tego feministki mogą swoją osobistą (prawdziwą lub wyimaginowaną) krzywdę odniesioną w relacji z ojcem i związany z tym bagaż potężnych, negatywnych emocji (urazy, wściekłości i nienawiści) postrzegać poprzez pryzmat nie tyle swojej jednostkowej, rodzinnej patologii, lecz globalnego ucisku kobiet.

Taka perspektywa jest pod wieloma względami bardziej atrakcyjna. Sprawia, że mogą postrzegać siebie jako awangardę światowego ruchu wyzwolenia kobiet, nie dostrzegając przykrej prawdy o tym, czym są w istocie - społecznym marginesem nieszczęśliwych kobiet, wymagających pomocy psychologicznej.

 

 

Autor:   Maciej Kołodziejczyk

Data publikacji:   06 październik 2002r.

Oceń artykuł:
Aktualna ocena to: 2,92.
Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna