Geniusz absolutny
Jak teoria Darwina
słowa posuwać naprzód się będą
zmierzając aż do absurdu.
Niewyjaśnione.
No to jedziemy. Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak to dzieje się, że niektórych rzeczy które kiedyś przychodziły nam bez trudu nie potrafimy już powtórzyć? Nie daje mi to spokoju od jakiegoś czasu. Taka myśl. Weźmy naprzykład Adama Małysza na pierwszy strzał. Jeszcze dwa, trzy lata temu zadziwiał nas swoją formą. Idealnie odbijał się i leć Adam leć. Przeskakiwał skocznię zostawiając wszystkich w tyle. Teraz, gdy ma wszystko z nowinek technicznych, najbardziej na świecie opływowy strój, najnowocześniejsze narty, buty, nie jest w stanie skoczyć powyżej średniej. Stracił nagle to coś. Nagle i bez ostrzeżenia. Drugim, i chyba bardziej wyraźnym przykładem skoczka jest swego czasu błyszczący jak najjaśniejsza gwiazda Simon Amman, dwukrotny złoty medalista olimpijski. Pamiętacie, nawet on sam nie wiedział jak to się dzieje. Po skoku zdumiony wzruszał radośnie ramionami. Automatyka, podświadomość. Nie sposób jest obliczyć w ciągu ułamku sekund momentu odbicia, przewidzieć go. Nie sposób pomyśleć 'teraz' i odbić się. To się dzieje automatycznie, podświadomie. Czy nasza podświadomość męczy się tak samo jak ciało? Nudzi się? Nie można przecież powiedzieć o Małyszu i Ammanie, że już się starzeją i to efekty zwiotczenia mięśni. Mam więc teorię, że nasza podświadomość żyje sobie swoim odrębnym trybem, i my 'podludzie' naszej nadrzędnej świadomości nie jesteśmy w stanie nad nią zapanować. Tak samo się jej nudzi powtarzalność.
Głosy które każą.
Wariaci słyszą głosy. Nie panie prokuratorze to nie ja zamordowałem Annę P. Głosy kazały mi to zrobić. Nie wiem jak to się stało, po prostu chwyciłem ją za szyję i udusiłem ją. Nie panowałem nad sobą. Człowiek, który nigdy nikogo nie skrzywidził, nagle w niewyjaśnionych nawet dla siebie okolicznościach zaczyna mordować. Staje się seryjnym zabójcą. To co powiem zabrzmi okropnie- Ten człowiek ma po prostu taki okres w życiu. Taki sam jak skoki Małysza których nie było, nagle są i po czasie znów znikają. Trochę idiotycznie brzmi porównanie skoków Małysza do zabójstw psychopaty. Ale i tutaj i tutaj liczy się- automatyzm, podświadomość. Coś niezrozumiałego. Udowodnione jest, że seryjni mordercy też w końcu przestają zabijać. Odnajdywani po latach na podstawie poszlak i najnowszych osiągnięć medycyny sądowej. Już ułożeni i stabilni. Każdy na pewno słyszał już o tym, że człowiek wykorzystuje swój mózg w drobnych ułamkach. Kilka procent potencjału. Tylko kilka procent, a już jesteśmy zdolni zrozumieć wiele, zbyt wiele. Usłyszeć zbyt wiele. Tylko kilka procent, i potrafimy stworzyć arcydzieło muzyczne, namalować obraz, mieć dziwne przeczucia które się sprawdzają. Do czego zdolny byłby człowiek, który potrafi wykorzystać swój umysł w stu procentach. Potencjał i całą siłę podświadomości. Czy byłby zdolny do normalnego życia? Myślę że nie. Na pewno każdy z Was chociaż raz w życiu myślał o tym jak fajnie byłoby mieć tę cząstkę więcej. Ba, nawet wszystko. Pytanie więc, po co mamy większy mózg i wykorzystujemy zaledwie kilka procent naszych faktycznych umiejętności. Po co nam te miliardy niewykorzystanych obwodów. Zablokowany geniusz absolutny. Czy mógłby być niebezpieczny? Sądzę że tak. Wyobraźcie sobie człowieka który wszystko potrafi przewidzieć i stworzyć. Skoczyć jak Małysz, namalować jak Picasso, zagrać na każdym instrumencie bez nauki. Znać wszystkie języki świata i czytać z oczu, myśli wszystkich ludzi. Przewidywać kataklizmy, wygrane w toto- lotka. Wszystko. Bez wyjątku. Po prostu Bóg i żywy wehikuł czasu w jednym.
Geniusz niedoskonały.
Nauka mówi że człowiek powstał z małpy na podstawie ewolucji. Mówi, że człowiek wykształcił się sam. Swoje kończyny, mowę, gładką skórę zamiast owłosionej małpy. Wykumał- że łatwiej się coś kula gdy jest na okrągłych kamiennych kołach. Później wykumał że rozszczepienie atomu powoduje większe bum od tego z normalnych bomb. Geniusz fizyki, Marii Curie Skłodowskiej, odblokowany. Geniusz krasomówczy Adolfa Hitlera, odblokowany. Tylko fizyka, tylko słowa, a tak wiele złego. Gdyby Maria Curie Skłodowska była geniuszem absolutnym, była by zdolna przewidzieć skutki uboczne swojego odkrycia, ba, nawet samego Adolfa Hitlera. Byłaby przecież medium absolutnym. Z kolei wiara, mówi że Bóg, stworzył człowieka na własne podobieństwo. Tylko zablokował geniusz? Ukrył klucz dla naszego dobra? Dlaczego czasem sytuacja wymyka się spod kontroli i znajdują się tacy którzy potrafią więcej niż zdolni być powinni. Wspólczesny Mozart zachwycałby swoją muzyką tak samo dziś, jak robi to od pololeń, jednak swój samochód w razie awarii musiałby oddać do zwykłego mechanika który tutaj jest Mozartem. Każdy czyni swoje- kilka małych procent mózgu. Nie możemy nazwać więc Mozarta geniuszem absolutnym. Był geniuszem muzycznym. Czynić dobro, budować. Tworzyć. Jednak wiara w wersji bardziej zaawansowanej, mówi, że filozofia to zło. Szatan. Rozmyślanie nad sensem istnienia, poszukiwanie w samotności dróg alternatywnych. Grzebanie w zakazanych, zaplombowanych przez Boga obwodach naszego mózgu. Bóg nie lubi filozofów. Einsteina, fizyki kwantowej. Nie lubi cudzego geniuszu, i wyraźnie zabrania filozofii. Kazał wierzyć starożytnym Egipcjanom że ziemia jest płaskim dyskiem podpieranym przez sześć krokodyli. Dopiero Mikołaj Kopernik obalił tą błędną teorię. Wstrzymał słońce, ruszył ziemię. Wysłał w kosmos satelity szpiegowskie i Gagarina. Rozpoczął zimną wojnę, wyścig zbrojeń, wespół z Marią Curie Skłodowską. Odkrywać, tworzyć? Ale Kopernik też nic nie wiedział o satelitach, jak Skłodowska o bombie atomowej. Historycy twierdzą że starożytni egipcjanie doskonale wiedzieli czym jest, i jaki kształt ma ziemia, wiedzieli czym są zaćmienia słońca. Wybrani oczywiście, trzymając to w tajemnicy przed motłochem. Ówcześni 'kościelni' uchodzili za możnych czarowników. Powiedzieli że słońce zgaśnie za karę i tak się rzeczywiście działo. Oni już znali fazy księżyca i wiedzieli kiedy będzie zaćmienie. Ot, cała filozofia i szamaństwo. Wykorzystywali swą wiedzę jak broń masowego rażenia. Czy dlatego właśnie Bóg, kimkolwiek jest owa- Istota Wyższa, broni nas przed naszym własnym geniuszem, by ten, znów nie stworzył potwora z pozornie wspaniałego odkrycia?
Zabawa w stwórcę.
Pamiętacie na pewno stary dobry film Terminator część pierwsza. Genialny naukowiec opracował procesor zdolny do samouczenia się. Początkowo posłuszne maszyny oczywiście buntują się i po latach jest rozróba na cały świat, bo maszyny chcą nas wyeliminować. Skąd pewność, że naukowcy- genetycy którzy jako pierwsi sklonowali słynną owieczkę 'Dolly' nie będą przewracać się w grobach deptani atakiem zbuntowanych ludzkich klonów? Inteligentnych, nieobliczalnych, które zechcą się nas pozbyć. Obstawiam dziesięć do jednego, że już istnieją. Trzymane w tajnych niedostępnych ośrodkach będą stanowić armię żołnierzy którym znudziło się nudne życie labolatoryjnej zabawki. Na co komu dwie identyczne owce 'Dolly'? Naukowcy twierdzą, że można w ten sposób wyeliminować wiele chorób i inne takie. Przywrócić starszej pani pieska który wpadł pod samochód i została z niego mokra plama. Co będzie, gdy ktoś wpadnie na genialny (znów to słowo) pomysł, by hodować ludzkie klony po to- by w razie własnej choroby zabrać im nerkę, serce, oko, nogę? Na miejscu klona bym się obraził. No i już mamy atak klonów zapewniony. O tym że się samodzielnie zwielokrotnią i pozabierają nam nasze nerki i wątroby chyba nie muszę nawet pisać, bo to oczywiste. Zauważcie że tak naprawdę filmy a przede wszystkim książki z przedziału Sience- Fiction stanowią o tym, co naprawdę się dzieje dużo później. Fikcja przeradza się w rzeczywistość. Pierwsze książki i filmy fantastyczne mówiły o komputerach i lotach w kosmos. Pstryk, i jest. Człowiek marzył o tym by latać a nie jeździć zaprzęgiem. Pstryk, jest. Silnik odrzutowy, laptop. Rakieta. Teraz, człowiek marzy o wojnie z inteligentnymi maszynami które sam stworzył w swoim niepochamowanym geniuszu. Pstryk i będzie. Kiedy? Nie wiem, nie jestem geniuszem. Mogę jedynie zajrzeć do sennika by sprawdzić co znaczy, gdy śni się horyzont i dwa słońca. Mogę mieć przeczucie że tuż za rogiem ciemnej ulicy czeka na mnie coś złego, czycha śmierć. Mogę mieć wrażenie, że w pomieszczeniu w którym piszę ten artykuł jest jeszcze ktoś choć jestem sam. Mogę mieć normalne, ludzkie emocje i kibicować Małyszowi bo nie wiem jak skoczy. On też nie wie, oboje nie jesteśmy geniuszami, ocieramy się tylko o geniusz i oboje często nie potrafimy powtórzyć swoich wcześniejszych wyczynów. Wreszcie mogę- obudzić się i ujrzeć piękno budzącej się do życia wiosny. Jak cudownie jest nie wiedzieć.
Głuchy telefon.
Czy Istnieje geniusz absolutny. Wiara mówi że Chrystus nim był. Geniuszem zdolnym przewidzieć wszystko. Nie ma bowiem takich ludzi, którzy potrafią sprawić, by morze rozstąpiło się. Nikt nie potrafi wskrzesić umarłego, przewidzieć własnej śmierci, i jeszcze zmartwychwstać. W czasach Chrystusa ludzie znali już pismo i byli zdolni tak samo jak my teraz przekazywać z pokolenia na pokolenie informacje o tym co widzieli. Czy za dwa tysiące lat ktoś uwierzy w naszą obecną cywilizację? Będzie napisane, uwiecznione. Zieleń drzew, owoce. Jak to, pomyślą. Przecież to niemożliwe że kiedyś tak było. Nierealne! Nikt nie jest w stanie oddychać bez klosza i specjalnej butli. Owszem, może kiedyś tak było, to tylko mit. Zapisany gdzieś tam. Przypuszczenie. To tylko teoria, drzewa, owoce, słońce. Dinozaury, których kości odnajdujemy do dziś i próbujemy odtworzyć szkielet. Zobaczcie dzieci, w czasach słońca, tak wyglądały drzewa, a na nich rosły takzwane owoce. Podobno dwa tysiące lat temu, ludzie żyli bez klosza i skafandrów. Teraz rozumiecie? Ludzie sami sobie nie wierzą. We własne pismo. Ośle, sam pisałeś, a przeczytać nie umiałeś. Tak samo w czasach Chrystusa jak i teraz ludzie nie potrafią przekazywać informacji w sposób czysty i wiarygodny. Każdy człowiek w zależności od charakteru, ubarwia nieznacznie lub znacząco usłyszaną informację. Być może wytłumaczeniem będzie gra w głuchy telefon, znana każdemu ze szkolnej ławy. Gra w której szepcze się do ucha proste zdanie, i podaje przez sznurek informacyjny- charakterów, niedoskonałości, dziecięcej niedojrzałości emocjonalnej. Pierwszy szepcze drugiemu, drugi trzeciemu i tak przez kilkanaście lub kilkadziesiąt osób. Na końcu otrzymujemy zdanie rozbudowane o treść, akcję, osoby, zdarzenia i czas. Na końcu, otrzymujemy zwykłą plotkę. Zabawa ta, ma na celu uświadomić młode rozwijające się umysły jak działa mechanizm nieprawdy. Ma uczyć, jak tego uniknąć. Nieświadomi następstw nawet dorośli stworzą dziecięcy świat fantazji. Podkolorowany, mocno przesadzony. Dorośli jednak, różnią się tym od dzieci że są świadomi. Słuchajcie, zagramy w głuchy telefon. Ale pamiętajcie, by na końcu nie było plotki. Skupcie się. I wtedy na końcu sznurka byłaby prawda, jestem tego pewny. Nie próbuję teraz podważyć Pisma Świętego i uświadomić Wam, że mogło być napisane, a nie wydarzyć się. Próbuję uświadomić Wam, że ludzie nie wierzą sami sobie oraz we własny przekaz na piśmie i w słowie. Badaczy szczątków traktujemy z przymrużeniem oka. W Pismo Święte wierzymy lub nie.
Argument z gwiazdami.
Zacznijmy od tego że człowiek nie mógł powstać z małpy. Dlaczego dinozaury, które panowały przez tysiące lat, na zawsze pozostały zwykłą dziką zwierzyną. Bez cywilizacji, bez rakiet, laptopów. Miały przecież znacznie więcej czasu niż małpy, na ewolucję. Nie przypominam sobie też, żeby badacze szczątków skupili się nad rozkopaną glebą, w której odnaleziono przedmiot pochodzący z epoki dinozaurów. Nic, tylko kości zwierząt. Wszystko tu jest śliskie, niepotwierdzone. Wszystko o czym piszę teraz, jest przypuszczeniem, mniej lub bardziej potwierdzoną teorią. Ssam palec i piszę, piszę swoje archiwum X. Przypuszczam. Jednak wszystkie ziemskie i fizyczne teorie wezmą w łeb, gdy zapytam o siłę, która utrzymuje razem gwiazdy ze sobą. W konstelacjach, ponad nami. Co trzyma je razem, w stanie nieważkości, gdzie człowiek nie potrafi nawet zapanować nad szklanką mleka. Przecież w kosmosie, przedmiot i ciało pozstawione swobodnie, natychmiast rozpoczyna mimowolne dryfowanie. Jak opuszczony statek na morzu. Dlaczego więc od tysięcy lat gwiazdy nigdy nie zachowują się jak galaktyczny złom. Nie dryfują bezpańsko, chociaż nie istnieje stelarz który je spina ze sobą. Spoglądasz w niebo. Widzisz wielki wóz. W tym samym miejscu widziała go Twoja pra pra babka i zobaczą wnuki Twoich wnuków. Czy tylko kwestią czasu jest całkowity podbój kosmosu przez człowieka? Czy może jednak, na zawsze pozostaną rzeczy i materie których żaden ziemski geniusz nie będzie w stanie zrozumieć i wytłumaczyć. Udowodnić ponad wszelką wątpliwość. Dolecieć tam i przekazać obraz na ziemię. Księżyc jest blisko. Druga planeta na której człowiek postawił swą stopę. Gwiazdy, wydają się być na wyciągnięcie ręki. W rzeczywistości potrzeba byłoby pokoleń by zbliżyć się do nich najszybszym ziemskim napędem. Mówi się- miliony lat świetlnych od ziemi. Tutaj mamy kolejny geniusz- Widzimy je. Widzimy ciała, oddalone od nas o miliony lat świetlnych. Naukowcy na wszystko mają przygotowaną śpiewkę. Potwierdzoną tak samo jak teoria wyginięcia dinozaurów- domniemaną prawdę. Mówią, że to co widzimy, to miraż. Mają ku temu podstawy. Pierwszym przykładem jest księżyc który nocą�świeci? Człowiek był na księżycu i udowodnił że nie. Udowodnił, że to światło pochodzi ze słońca, a księżycowa lampka nocna, to tylko fatamorgana. Człowiek udowodnił to ponad wszelką wątplliwość, robiąc zdjęcia, kręcąc film. Nadając przekaz audio- wizualny na ziemię. Stąpając po nim.
Wyjaśnić niewyjaśnione.
Na podstawie księżyca, człowiek stwierdził, że z gwiazdami musi być tak samo. Stwierdził, chociaż nigdy nie był pośród gwiazd. A może jest rzeczywiście tak, że każda kropka na niebie, to słońce, które ogrzewa coś czego ludzie szukają od zawsze? Inną cywilizację. Może oni też widzą nas, jako jeden mały, migoczący punkt na swoim niebie. Może, jesteśmy składową jednej z nieznanych nam konstelacji które 'oni' nazywają po swojemu. No i�właśnie.
Powoli zmierzam do absurdu czas więc zakończyć te księżycowe epopeje i rozważania. O czym właściwie? Geniuszu i tak nie sprecyzowałem. I tak nie doszedłem do tego czym jest, i kim jest. Nie będzie puenty która nagle wszystko rozświetli jak raca na niebie. Puknij się pan w czoło panie Adamie.
Pański tekst, jest jak opisywanie sztangi która leży na podłodze. Oto sztanga ważąca 95 kilogramów. Ona leży. Hmmmm. To niewiarygodne, że może tak po prostu leżeć ta sztanga i nic. Hmmm. Podnoszę sztangę testując przyciąganie ziemskie. Czy działa również w tym miejscu? Nigdy nic nie wiadomo. Co będzie jeśli podniosę sztangę, a ona zostanie w powietrzu? Upuszczam sztangę na stopy. Hmmm. Mam zmiażdżone palce. Wniosek - przyciąganie ziemskie działa również tutaj.
Wiecie, mój pies jest genialny. Naprawdę. Potrafi wejść na stół i wylizać cały sos, nie dotykając ziemniaków. Po udanym posiłku popija sobie, herbatą. Któregoś dnia, odkryłem to cudowne zjawisko, podchodząc go po cichu. Ciekawe ile razy jadłem obiad po psim pysku. Spieszę więc wyjaśnić wam na koniec owo niewyjaśnione. Przyczyną było krzesło. Pies, korzystał z niego jak ze schodów. Zacząłem je odsuwać od stołu. Enigma została złamana. To absurd tak zakończyć artykuł, ale mam doskonały, genialny humor. Wybaczcie.







