Jesteśmy siebie warci
Od dziesięciu lat pracuję w handlu. Na początku jako sprzedawca z pensją 600 zł, potem jako kierownik sklepu (lub sklepów). Niestety o większości zarówno pracowników, jak i pracodawców niewiele dobrego można powiedzieć. Większość właścicieli firm nie szanuje swoich pracowników i nie docenia nawet tych dobrych i oddanych.Bezustannie twierdzą że interes cienko idzie, firma jest na skraju bankructwa i nie ma pieniędzy na podwyżki, a tymczasem kupują sobie coraz to nowsze modele mercedesa czy BMW. Z kolei 2/3 pracowników zwyczajnie olewa swoje obowiązki, udają jedynie przez większość dnia że pracują, a jak zdarzy się okazja coś ukraść - ukradną. Już takim widocznie jesteśmy narodem.
Skądś się przecież bierze np. to, że większość polityków po wyborach bynajmniej nie przemęcza się w działaniach dla dobra wyborców. Są przecież jednymi z nas, a więc tacy jak my.
Od dwóch lat prowadzę własną działalność. Póki co (odpukać) udaje się na tyle dobrze, że zatrudniam dziś już 11 osób. Wszyscy mają umowy o pracę, zarabiają (za 180 godzin pracy miesięcznie) 1600-1800 zł netto. To więcej o kilkaset złotych niż zarabia się u konkurencji, ale wiem, że to w sumie niewiele. Szanuję ludzi z którymi pracuję, a Oni nie uciekają z mojej firmy. Wręcz przeciwnie - to z innych firm z mojej branży chcą przechodzić do mnie. Niestety, więcej nie mogę płacić. Czynsz, pensje, podatki i różne inne koszty to 35-40 tysięcy miesięcznie. Oczywiście nie dokładam do interesu, ale nic nie spada mi z nieba. Sam pracuję około 80 godzin tygodniowo, a stres (żeby to wszystko się nie rozpadło) spowodował, że według mojej przyjaciółki przez ostatnie 2 lata postarzałem się co najmniej o lat 5. Dla mnie zostaje 5-10 tysięcy miesięcznie, czyli tyle samo albo i mniej, niż zarabia moja znajoma w Dublinie, kelnerując w dobrej, drogiej restauracji. Nie zarabiam fortuny jak się niektórym zapewne wydaje, ale nie narzekam. Jak dla mnie to aż nadto. Nie mam wielkich wymagań, ani czasu na wydawanie pieniędzy.
Po co ja to wszystko piszę... właściwie sam nie wiem. Po prostu smutne to wszystko. Bardzo smutne. Nie dziwię się ani trochę, że młodzi ludzie stąd uciekają. Gdybym miał 10 lat mniej i zero zobowiązań, być może też bym kupił bilet w jedną stronę. Znalazłem czyjś portfel - odwiozłem właścicielce do domu. Znalazłem telefon - zadzwoniłem do kogoś z listy kontaktów i poprosiłem o przekazanie informacji, że telefon jest do odbioru w miejscu takim a takim. Ludzie Ci tak mi dziękowali, że aż było mi wstyd. Dlaczego wstyd? Bo to jest przerażające, że NORMALNE przecież zachowanie budzi podziw i uznanie.
Czy będzie lepiej? My już chyba normalności nie doczekamy, gdyż nasze pokolenie jest mocno zepsute, ale jeśli przyzwoicie wychowamy swoje dzieci, to być może one - tak.
P.S. Nie jestem z Warszawy. Wiem, że tam zarobki jakie podałem absolutnie nie są atrakcyjne.










