Koniec czegoś...
Zaczynasz się zastanawiać- przecież kochała tak bardzo, o co chodzi. Czyżby pojawił się ktoś inny w jej życiu- nie... może jej uczucie wygasło- może... Próbujesz pogadać, ale cały czas słyszysz w kółko to samo... Do głowy przychodzą ci różne myśli... czy emancypacja nie posunęła się za daleko... czy kobiety potrzebują kochających partnerów czy może wspólników? Czy islam to słuszna droga?
Ale spróbuj spojrzeć na to z drugiej strony. Dostrzec pozytywy. Pamiętasz, jak często znosiłeś jej fochy po tym jak wróciłeś do domu o 4-ej po nocnej eskapadzie po knajpach i lokalnych "imprezowniach"? Albo gdy w najlepszej wierze zadzwoniłeś o 3-ej nad ranem by wyznać jej miłość a ona nie dostrzegała romantyzmu całej sytuacji tylko fakt, że jest późno i że już śpi? Albo gdy jej koleżanki widziały cię, gdy byłeś kompletnie na bani na jakiejś dyskotece? Albo wtedy, gdy musiałeś trzymać swoje instynkty na uwięzi pomimo wyraźnego przyzwalającego uśmiechu tamtej brunetki przy barze? Albo te dylematy moralne... Teraz to wszystko odeszło w niebyt. Gdy oswoisz się z sytuacją, no i oczywiście gdy nie wpadniesz w sidła innej- co w twoim przypadku, gdyż jesteś atrakcyjnym facetem, jest bardzo prawdopodobne, dostrzeżesz, że dobrze być wolnym. Żadnej kontroli, żadnego stresu- żyjesz sam dla siebie. Nie musisz odgadywać jej myśli, znosić PMS, zabierać do kina i teatru, znosić tortur wspólnego bycia na dyskotece. Możesz nawet zająć się na poważnie swoimi studiami, jeśli chcesz. A gdy już nacieszysz się wolnością, gdy trochę ci się znudzi- dla odmiany możesz znów uwikłać się w związek. Pamiętaj, że jesteś facetem i nie musisz urodzić dziecka przed trzydziestką.







