Konkurs Walentynkowy - Nagrodzone Teksty
Poniżej przedstawiamy zwycięskie prace Konkursu Walentynkowego na najciekawszą randkową historię.
Trzydziestka na karku to ponoć piękny wiek. Dla faceta, rzecz jasna. Bo kobieta czuje, że zegar biologiczny, który znacząco tyka, zaraz zamieni się w bombę, albo... wyczerpią się mu baterie. Dlatego kiedy tylko skończyła się moja huczna impreza urodzinowa z tej doniosłej okazji, a kac zmalał na tyle, że mogłam pozbierać myśli, natychmiast rzuciłam się do kompa. Doznałam bowiem olśnienia: jeśli teraz nie znajdę sobie faceta - tego jedynego, a nie na jedną noc, to potem żaden nie obdarzy mnie nawet spojrzeniem!
Zawsze nabijałam się z babek, które szukają drugiej połówki przez interent. Ale teraz byłam po ich stronie - taka forma desprackiej solidarności jajników. Założyłam konto na kilku portalach randkowych, podretuszowałam zdjęcie, napisałam parę mądrych zdań o sobie i... czekałam na odzew. Pierwszy szok: dostałam tylko kilkanaście ofert, w tym 3/4 od zboczeńców, a reszta z błędami ortograficznymi i listą zainteresowań kandydatów na mojego faceta ograniczoną do piłki nożnej i zabaw (dam głowę, że w remizie). I tak przez najbliższy tydzień. Oferty, które plugawiły moją skrzynkę, można by z powodzeniem wykorzystać w dialogach czwartoligowego filmu porno.
Kiedy już miałam zapisać się do psychoterapeuty (bo chyba coś ze mną jednak nie tak), olśniło mnie, że to przez fotkę! Zmieniłam ją natychmiast. Tym razem nie użyłam Photoshopa, nie powiększyłam sobie za jego pomocą piersi, nie wydłużyłam nóg ani włosów. Efekt? Cztery oferty. Wszystkie od czterdziestoklikulatków, którzy jeszcze nie wyprowadzili się od mamusi. Z żadnym nie chciałam iść do kawiarni na ptysia.
Moja desperacja rosła, postanowiłam więc zagrać w randkowego lotka. Jak? CHAT:) Ale nim zdążyłam wskoczyć w odmęty wirtualnej kipieli, na gadu zaczepił mnie X. Na tyle kulturalnie, że nie posłałam go od razu do stu diabłów. Zaczęły się interenetowe podchody, bo flirtem raczej bym ich nie nazwała. Kobieca intuicja próbowała coś tam szeptać o pomyłce, ale nie słuchałam tych bredni. Padła propozycja spotkania. Nie powiem, bym wyczekiwała na nie z drżeniem kolan i motylami w brzuchu... Na łączach nie bardzo iskrzyło... Ale poszłam. W końcu sama chciałam:)
Umówiliśmy się w restauracji, twarz mojego adoratora znałam ze zdjęcia, miał też - jak na starych filmach - trzymać w ręku czerwoną różę. Wkroczyłam do knajpy. Pusto. Poza łysawym panem w kącie sali i odstawioną lady w złotej kurtce nikogo nie było. No nie, dostałam kosza! Już miałam wyjść, kiedy na stoliku jedynego faceta w lokalu zobaczyłam różę. Odwrócił się w moję stronę. Czułam, jak opada mi szczęka. Mój dziadek lepiej się trzyma! Niedoszły amant podszedł do mnie, uśmiechnął szeroko (Chryste, złoty ząb!) i zaprosił do stolika. Szok jeszcze nie minął, więc grzecznie usiadłam. Kelner zapalił świece, wręczył nam menu i odpłynął. A pan, z rozbrajającą szczerością wyjaśnił, że zdjęcie, które dostałam, było sprzed kilku lat, tylko je trochę "podrasował". Bo przecież gdyby przesłał aktualne, nie mielibyśmy okazji poznać się naprawdę. Odzyskałam już głos, więc wychrypiałam, że ma rację - nie mielibyśmy okazji. I jeszcze jedno - postanowił sobie, że jego wybranką będzie trzydziestoletnia Anna, zaczepiał więc na gadu wszystkie kobiety, które spełniały te wymogi. Dlaczego padło na mnie? - wysyczałam. Bo tylko ty odpowiedziałaś - ryknął ubawiony, klepiąc sie w kolano. To przeznaczenie - dorzucił.
Tego wieczoru nie była mi dana romantyczna kolacja w restauracji. Wylądowałam w pubie, z koleżankami, które od dawna nie bawiły się tak dobrze. Moim kosztem. To była pierwsza i ostatnia randka w ciemno z moim udziałem.
Anna Książek - III Nagroda
Pewnego razu z przyjaciółką umówiona,
Czekałam długo już zaniepokojona,
Bo dawno miała być, a jej nie ma jeszcze,
Już z zimna przechodziły mnie po plecach dreszcze.
Nagle zadzwonił telefon i me przerwał złości,
Dzwoni przyjaciółka, a już zmarzłam do kości…
Mówi mi: - chodź do sauny, tam się ogrzejesz,
Ja już czekam w środku i nie pożałujesz.
I cóż miałam zrobić biedna i zmarznięta?
Pobiegłam do sauny, w ręcznik owinięta,
Wpadłam, a tam pary pełno się zebrało,
Me oko już więcej nic nie widziało.
Patrzę a tam przyjaciółka moja serdeczna,
Leży w ręcznik zawinięta, jak dziewczynka grzeczna.
Chciałam się troszkę zemścić, że mi zmarznąć dała,
Szybkim ruchem ręcznik z jej ciała zerwałam.
Jaki to był szok i byłam zdziwiona,
Gdy okazało się, że pomyłka to szalona,
To nie przyjaciółka spokojnie tam leżała,
A facet z krwi i kości, a ja ręcznik trzymałam .
W dodatku tak przystojny, ze ciarki przeszły po plecach,
Taki ładny, że można by śnić o nim po nocach,
Ciarki - nie wiem, ze strachu, wstydu czy z zachwytu.
Ale miałam dostatecznie dość w saunie pobytu.
Za to ten przystojniak nie stracił humoru,
Zaprosił mnie na kawę i ciacho do wyboru,
To była pierwsza miłość, która do tej pory trwa,
A moja przyjaciółka… satysfakcję ma.
Agata Świlak - II Nagroda
"Miłosne wyznanie"
Po jakimś czasie znajmości między mną a dobrze rokującym młodzieńcem, nazwijmy go Panem X, zaprosiłam go do siebie na kolację. Wierzcie mi, że było to dla mnie wyzwanie, bo nie ugotowałam nigdy niczego, a na co dzień zajadałam się obiadami podawanymi w korporacyjnej stołówce. Byłam jednakże świeżo po zakupie kilku kulinarnych książek (dzieki bonowi jaki dostałam do księgarni internetowej w prezencie świątecznym).
Idąc za wybranym pod względem łatwości menu, przygotowałam klopsiki, puree ziemniaczane i sałatkę z czerwonej kapusty. Nie było to nic nadzwyczajnego pod względem oryginalności, ale ponieważ robiłam to, chcąc wprowadzić w życie starą metodę uwodzenia męźczyzny przez żołądek, to i jadłospis mógł być całkiem tradycyjny.
Sądnego dnia Pan X przyszedł do mnie z butelką winą i po niezobowiązującej rozmowie przeszliśmy do konsumpcji. Mój ukochany przeżuwał w zupełnej ciszy, z przymkniętymi powiekami, zaczęłam się już więc martwić, że działa w myśl przysłowia: "Zamilcz, wstydu oszczędź".
Nagle otworzył jednak oczy, spojrzał głęboko w moje i wyszeptał: "Kocham Cię jak moją Babcię".
Całkowicie bezwarunkowo parsknęłam śmiechem. Za chwilę jednak przestałam, bo przyszło mi do głowy, że bardziej na miejscu byłby płacz. Przy całym szacunku dla Babci (świętej pamięci, jak się później okazało), nie chciałam, by chłopak, z którym miałam przeżywać wkrótce namiętne chwile, kojarzył mnie z 80-letnią kobieciną z kokiem na głowie i drutami w rękach.
Pan X zdziwiony był moim zachowaniem. Spostrzegł jednak, że jego wyzwanie nie spotkało się z entuzjazmem. Wytłumaczył mi więc co miał na myśli.
Jak się okazało, Babcia była jak dotąd najważniejszą kobietą w jego życiu, bo ona go wychowywała i mieszkała z nim. Rodzice zostawili go pod jej opieką i wyjechali do pracy za granicę. Babcia stworzyła mu ciepły dom i wspaniałe dzieciństwo. Do tego wspaniale gotowała. Niestety odeszła kilka lat temu.
Historia była dość wzruszającą i powiem Wam, że chwyciło mnie za serce, to że Pan X jest taki uczuciowy i dobry dla rodziny. "Kocham Cię jak moją Babcię" to największy wypowiedziany przez niego komplement dla kobiety i to właśnie mnie nim obdarzył. Nadal jesteśmy razem.
Anna Bojanowska - I Nagroda







