Mężczyzna sukcesu
Natknąłem się niedawno na kilka artykułów w bardzo amerykańskim stylu - traktujących o tym, jak powinien radzić sobie w życiu mężczyzna - nie poddawać się przeciwnościom losu, nie załamywać niepowodzeniami i mieć zawsze, w każdej sytuacji przypięty do twarzy uśmiech. Amerykański mit sukcesu. Co można z tych artykułów wyciągnąć?
Na przykład informację o tym, że prawdziwy mężczyzna - to znaczy taki, który odniósł w życiu sukces, musiał ciągle zmagać się z przeciwnościami losu. Jednak nie poddał się i dzięki temu jest teraz na takim a nie innym stopniu drabiny społecznej. W amerykańskim micie nie ma miejsca dla mężczyzn słabych, pełnych obaw i wątpliwości. Mężczyzna odnoszący sukcesy zachowuje się jak koszykarz, któremu wielokrotnie z rzędu piłka nie chce wpaść do kosza - będzie próbował ją wbić dwadzieścia, trzydzieści razy aż mu się to uda. A każdy nieudany rzut będzie traktował jako nowe doświadczenie na przyszłość - błąd, jaki mu już się nie powinien zdarzyć.
Mężczyzna odnoszący sukcesy nie wierzy w porażki. Nie wierzy nawet w możliwość istnienia klęski. Jeśli ma wpojone, że jest człowiekiem stworzonym do bycia najlepszym w tym, co robi, to tak naprawdę nic nie jest w stanie mu przeszkodzić w odniesieniu zwycięstwa.
Amerykański mit sukcesu próbuje wykreować u mężczyzny poczucie faktu, że stan klęski to tylko i wyłącznie stan umysłu. Wszystko zależy od samego zainteresowanego - jeśli uwierzy w możliwość poniesienia porażki, to ją poniesie. Natomiast jeśli uwierzy, że chwilowe niepowodzenie może zamienić na pełne chwały zwycięstwo to też tak się stanie.
Amerykański mit sukcesu to umiejętność przekonania samego siebie, że posiadane umiejętności zapewnią mi w życiu sukces. Nikt nie jest w stanie przeszkodzić mi w odniesieniu sukcesu, a jedynym i największym wrogiem jestem ja sam. Każdy jest wrogiem samego siebie, bo najpierw ulega słabościom własnego umysłu i własnego ciała, dopiero potem, na dalekim planie są przeciwności rzucane pod nogi przez otoczenie.
Amerykański mit rozprawia się z "przeciwnościami losu". Mężczyzna chcący odnieść sukces nie może wyrzekać na zły los, na fatalne ułożenie kart i tym podobne hochsztaplerskie sztuczki. Los w naszym życiu i w naszym sukcesie nie ma praktycznie nic do powiedzenia. Gdybyśmy wierzyli w ślepy los, to równie dobrze moglibyśmy się położyć na łóżku i czekać aż nas przygniecie ziemska grawitacja.
Mit sukcesu to według Amerykanów kombinacja wytrwałości i chęci eksperymentowania. Sama wytrwałość nie wystarczy, bo przecież weźmy przykład walenia głową w ścianę. Możemy to robić tak długo, dopóki nam starczy sił i głowy. Do walenia głową w ścianę trzeba podejść metodycznie - najpierw postukać standardowo, potem poszukać słabego punktu i spróbować ponownie. Gdy i to nie daje rezultatu, to może spróbować innej metody? I tak w kółko bez przerwy, aż ściana ulegnie pod naszym naporem.








