PROGRAMY PARTNERSKIE

Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna

Ona, on i komputer

Ona, on i komputer

Poznali się na Sylwestra. Właściwie to sami nie wiedzą do końca jak to się stało. Ona mówi, że facet, którego obserwowała cały wieczór, i który był równie samotny jak ona wreszcie do niej podszedł i poprosił do tańca. Jakoś trzeba przecież przełamać "pierwsze lody". Krążyli wokół siebie, brakowało jednak odwagi. Ona samotnie przy jednym stoliku pośród noworocznych wybuchów petard i korków szampana, on przy drugim na przeciwległym końcu sali. Nareszcie...ktoś zastukał ją lekko w ramię i dalej było już jak w klasycznym filmie o miłości, falowali wtuleni w siebie, w rytm spokojnej muzyki, pośród leżących na ziemi balonów i resztek stratowanej przez roztańczone pary dekoracji.

 

Wyszli oboje szczęśliwi, wierząc w zrządzenie losu, który ich ze sobą skojarzył. Od tej chwili byli już tylko razem, nierozłączni. Czy można być bardziej szczęśliwym? Nigdy się ze sobą nie nudzili. Oboje kochali lato i spędzać weekendy za miastem, wyjeżdżać w góry i wszędzie tam, gdzie oczy poniosły ich i wyobraźnia. Kochali się w dziwnych miejscach namiętnie i spontanicznie. Zawsze siebie spragnieni, głodni...

Czy można być bardziej szczęśliwym? Chyba nie. Gdy kobieta kocha mężczyznę odczuwa większą rozkosz. Mężczyzna kochający kobietę do szaleństwa daje z siebie wszystko. Dzięki takiej mieszance łatwiej jest... I pojawił się owoc ich miłości - dziecko. Tak bardzo pragnęli je mieć oboje. Zadzwonił telefon i znowu było jak w filmie. "Pańska żona urodziła synka" powiedział głos w słuchawce, poczym on zerwał się i pojechał do szpitala, by przywitać teraz już dwojga swoich najbliższych.

Nareszcie skończyło się oczekiwanie...oczekiwanie. Wydeptał już sto kilometrów chodząc nerwowo po swoim mieszkaniu, wypalił setki nerwowych papierosów. Pognał do niej co sił - do nich. Dojechał do szpitala, a za nim policja, bo nie zatrzymał się na rutynową kontrolę "drogówce". Nie żałował na mandaty byleby szybciej znaleźć się koło niej. Właściwie to nie widział nawet policjanta, który mu machał czymkolwiek.

Mijały kolejne miesiące, lata. Dziecko szybko dorastało. Oboje zdecydowali, że czasy są ciężkie i nie chcą mieć więcej dzieci. Bynajmniej nie teraz - może gdy oboje znajdą lepiej płatną pracę. Mieli plany na przyszłość, jak każda kochająca się para. Mieli marzenia, dlatego czasami wspólnie skreślali totolotka i rozmarzali się, co poczną z taką górą pieniędzy, gdy uda im się wygrać. Później tylko śmiali się "kochanie trafiłaś dwa razy trójkę, to w sumie mamy szóstkę". :)

Aha, no i synek dorastał. Zapragnął mieć komputer jak jego koledzy z klasy. Zazdrościł im trochę. Często wracał ze szkoły lub od kolegów zafascynowany możliwościami, grami, internetem. Nie byli najbiedniejsi, więc stać ich było na taki luksus. Co prawda okupiony pożyczką w banku i szeregiem innych wyrzeczeń, ale czego się nie robi dla swojej jedynej pociechy? Wreszcie stanął w mieszkaniu wymarzony komputer. Dostał na gwiazdkę, a właściwie za to że dotrzymał słowa i poprawił wszystkie pały w tym jedną na półrocze.

Bo to nie był żaden prymus tylko zwyczajny chłopak, który i pały w szkole zbierał, gdy zasłużył. Komputer cieszył, a jeszcze bardziej stały dostęp do internetu, bo telewizja kablowa w ich mieście oferuje taką usługę, właściwie za grosze.

Komputer pochłania bez reszty. Nie tyle sam komputer, ile internet. Godzinami można siedzieć na czacie i rozmawiać ze znajomymi lub tymi, których w najlepszym razie spotkamy tylko tutaj przy komputerze. Rzeczywistość wtedy wydaje z wolna się oddalać, a kolorowe obrazki z internetu działają czasami jak lep na muchy. Chłopak bardzo szybko się wciągnął i z nim tata czyli,

On...

W domu przyjęte były pewne, jak najbardziej zdrowe zasady. Kto pierwszy wróci do domu z pracy ten szykuje obiad. I tak było zawsze. Jak to miło wrócić i zasiąść przed talerzem gotowej gorącej zupy, a na drugie danie dostać to, co lubi się najbardziej. Nic nie szkodzi, że już wieczór, zazwyczaj wracamy do domu głodni.

Ona...

Wracając, coraz częściej spotykała go przy komputerze. Swojego męża. I coraz częściej powtarzał się ten sam schemat. Nie było już miłych powitań i obiadu, wszystko stało nietknięte. Kurtka rzucona byle gdzie i nawet zakupy, które zrobił, były jeszcze w siatkach. Nie było komu ich rozpakować, byle szybciej zasiąść przed komputerem. Zabrakło czasu na wszystko. Niechętnie odchodził od komputera. Coś się zmieniło...

Chodził zamyślony, inny. Gdzieś wyparowała ta spontaniczność i uśmiech. Nawet nie miał już takiej ochoty na sex. Jeżeli nawet coś zaszło, to nie było już tak namiętnie, jak dawniej. Zaczęła się nuda i oczekiwanie...oczekiwanie. Tym razem czekał na coś innego. Czekał na samotność, a dokładnie na moment, gdy znowu zostanie sam na sam z komputerem, z internetem.

Długie, samotne godziny na czacie...

*ŻONATY_31 No wreszcie jestem
LoLiTa_17 Cześć Kotku
LoLiTa_17 dzięki za fotkę niezły jesteś
ŻONATY_31 ty też mi coś obiecałaś pamiętasz?
LoLiTa_17 jesteś sam..?
ŻONATY_31 takkkkk
LoLiTa_17 mmmmmmm...

Koniec opowiadania, teraz fakty.

Każdy, kto miał do czynienia z komputerem i z internetem temu nie muszę tłumaczyć na czym polega czat i jego "fenomen". Możemy utożsamiać się z kim chcemy, a przy tym jeszcze być anonimowi, jak anons w prasie erotycznej. To małżeństwo nie przetrwało tej próby i dwoje niegdyś bardzo kochających się ludzi musiało się rozstać. Dlaczego? Nie można obwinić czata internetowego. Wszystko jest dla ludzi i nawet wódka wypijana okazyjnie nie zniszczy nikomu życia, rodziny. Zawiniła rutyna i zaniedbanie. Fascynacja narkotykiem, który wciąga i później nie ma już drogi powrotnej. Poszerzanie swych horyzontów poprzez poznawanie nowych ludzi leży w naturze człowieczej, ale czy na czacie można poznać kogoś takim, jakim jest w rzeczywistości pozostawiam dyskusji czytelnikom.

Każdy samodzielnie już myślący człowiek wie, że wódka i narkotyki to straszny nałóg, z czego ten drugi jest chyba gorszy. Nie każdy może jednak wiedzieć, że "czat" to też nałóg i niejedna para już rozeszła się dzięki internetowym igraszkom, a już z całą pewnością odsetek par skojarzonych dzięki internetowi jest znacznie mniejszy niż odsetek nałogowych samotników.

Ten artykuł wszystkim początkującym internatom ku przestrodze dedykuję...

 

Autor:   Mars

Data publikacji:   28 lipiec 2002r.

Oceń artykuł:
Aktualna ocena to: 4,70.
Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna