PROGRAMY PARTNERSKIE

Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Napisz e-mail do autora Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna

Polak - Malkontent

Polak - Malkontent

Nie tak dawno temu miałem dużą przyjemność wydać pokaźną dla jednych, a ledwie skromną dla innych sumę pieniędzy, by spędzić kilka dni zasłużonego urlopu na gorącej, zagranicznej plaży. Jako, że to początek mojego życia zawodowego, więc postanowiłem rozpocząć zwiedzanie Europy w stylu bardzo ludzkim, czyli wybrałem się na południe kontynentu autokarem. Trzydziestogodzinna podróż daje się we znaki, tego nie trzeba nikomu ukrywać. Trzydziestogodzinna podróż daje również unikalną możliwość poznania kilkudziesięciu osób zgromadzonych w tej ciasnej puszce. Wystarczy tylko otworzyć oczy i nadstawić uszu.

 

Stąd od razu dochodzimy do sensu ukrytego w tytule tego artykułu. Polak jest malkontentem. Jest nim i basta. Koniec. Kropka. Jeżeli potrafi narzekać na pilota, który oczekuje na odprawę paszportową, że ten jest nieprzygotowany do pełnionej funkcji to jak inaczej można takiego człowieka nazwać, jeśli nie malkontentem?

Udało mi się z własnych, krótkich obserwacji, bo jakby nie było część podróży przespałem smacznie, choć nie do końca wygodnie, wyciągnąć kilka wniosków dotyczących takich podróżujących malkontentów z Polski rodem.

Po pierwsze gros malkontentów w czasie podróży wywodzi się z palaczy. Tacy nie potrafią usiedzieć w spokoju zwyczajowych czterech godzin pomiędzy jednym a drugim postojem. Takim zawsze będzie się wydawać, że pilot specjalnie nie robi przerwy, żeby im zrobić na złość. Albo złoszczą się, gdy pilot nie poinformuje ich, że tylne drzwi są już otwarte. Nie mówiąc już o fakcie, że piętnastominutowe przerwy są zawsze za krótkie na dwa dymki i to też jest działanie na ich niekorzyść (bo on to proszę pana robi specjalnie, widzisz go - wielki pilot się znalazł a to przecież zwykły gówniarz).

Po drugie malkontentowi potrafi przeszkadzać największy drobiazg. Wykłóca się o to, że fotel rozkłada mu się tylko trochę, podczas, gdy on wyraźnie widzi u współpasażera, że tamten prawie w swoim leży. Kłóci się, że muzyka gra za głośno, za cicho, że ten akurat film już widział i nie może go ponownie oglądać, zupełnie nie liczy się ze zdaniem innych pasażerów. On jest najważniejszy i tyle.

Podróż dla malkontenta trwa zwykle wieczność i jeszcze kilka dni. Potrafi z pamięci podać pięć przykładów znajomych, którzy identyczną trasę rok lub dwa lata temu pokonali nie w trzydzieści, lecz w dwadzieścia jeden godzin. Poza tym, co to jest tysiąc osiemset kilometrów dla takiego autokaru - wystarczy tylko włączyć silnik i to sunie jak nie przykładając torpeda.

Malkontent siedzi zwykle w środkowej części autokaru. Ma żaden pogląd na to, co dzieje się zarówno od czoła, jak i od tyłu. Z boku widzi co nieco, ale zwykle z boku autokaru na granicach nie dzieje się za wiele, więc stąd biorą się jego utyskiwania na opieszałość pilota.

Malkontent wreszcie to facet około lat czterdziestu, dla którego podróż na południe Europy autokarem to szczytowe osiągnięcie kariery. Wedle jego mniemania wydanie na osobę nieco ponad tysiąca złotych za samą podróż i pobyt sprawi, że otworzą się przed nim bramy raju i zostanie do niego wniesiony na skrzydłach, w towarzystwie panienek w bikini i chłodnym żywcem w ręku. A takich turystów są tysiące. Taka kwota, która malkontentowi wydaje się sumą wystarczającą do traktowania go jako udzielnego księcia jest średnią sumą wydawaną na zupełnie przeciętne wczasy czy to nad polskim, zimnym i mało atrakcyjnym infrastrukturalnie morzem, jak też nad Adriatykiem, Morzem Śródziemnym czy Oceanem Atlantyckim. Ale do malkontenta taki fakt dotrzeć już nie potrafi.

Polak lubi ponarzekać - czy to nie podoba mu się, że woda za zimna, za ciepła, za słona, za słodka. Prysznice na plaży są zbyt daleko od siebie, nie można w nich używać mydła, a poza tym dlaczego ta woda taka lodowata - nie mają podgrzewaczy? Kłóci się, że pączki sprzedawane na plaży nie mają takiego kształtu jak w Polsce. Że akurat spotkał w wodzie niebieską meduzę, gdy on chciał właśnie różową. Nie podobają mu się wycieczki fakultatywne (oczywiście już po fakcie i oczywiście znajduje od razu pięć przykładów na to, że jego znajomi rok wcześniej na takiej samej imprezie widzieli dwa razy więcej).

I tak można wymieniać w nieskończoność. Ale po co? Malkontent potrafi zepsuć najlepiej zapowiadającą się podróż. Idealnym wyjściem jest po wysłuchaniu kilku co bardziej żałosnych wypowiedzi takiego delikwenta założenie słuchawek discmana i pofalowanie do krainy snu. A potem konsekwentne unikanie towarzystwa takiego typa.

Na pocieszenie dodam, że zwykle malkontent nie ma pojęcia o zdrowym opalaniu się i pierwszego dnia pobytu pali się na popiół, dzięki czemu reszta grupy ma trzy dni luzu a on chłodzi skórę pantenolem.

 

Autor:   Cliff

Data publikacji:   08 wrzesień 2002r.

E-mail:   napisz do autora

Oceń artykuł:
Aktualna ocena to: 3,59.
Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Napisz e-mail do autora Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna