Polskie absurdy
Piszę do tej rybryki dorywczo w ostatnich czasach, to fakt niezaprzeczalny. Ale też od czasu wyborów w 2007 roku nie ma zbyt wielu rzeczy w polskiej polityce ani życiu społecznym, które zagotowały by mi krew w żyłach. Czyżby nuda pod rządami PO? Być może, choć dobrze od czasu do czasu odsapnąć od politycznych kłótni. Jednak powoli, powolutku udało się nazbierać kilka błahostek na kolejny felieton.
Po pierwsze pani aktorka ze spotu PO a potem reklamówki PiS. Pobita, choć sama nie wie czy w piątek czy w sobotę. Rzekomo jest zastraszona, boi się wychodzić z domu, a na ulicy udziela wywiadu dla TVN i innych stacji na lewo i prawo. Brutalnie skopana, a nie wiadomo czy w ogóle przez napastników dotknięta. Idzie na policję, ale zawiadomienia nie składa, bo czuje się przemęczona i może przyjdzie następnego dnia. No i najlepsze – rozpoznaje w napastnikach ludzi inteligentnych, wykształconych, z czego skwapliwie korzysta prezes PiS i oznajmia, że ani chybi byli to ludzie z PO. Fakt – w PiSie takich nie ma :)
Po drugie na krakowskich błoniach ośmielono się zorganizować festiwal muzyki elektronicznej. Tysiące ludzi świetnie się bawiło, bo nazwiska, jakie ściągnięto na tą imprezę gwarantowały świetne doznania dla fanów. Pech oczywiście chciał, że imprezę zorganizowano w okresie przypadającym na 30-tą rocznicę papieskiej mszy na tychże błoniach. No i znalazła się grupa zapaleńców gotowych dać się ukrzyżować, byle fani muzyki techno nie kalali swoimi brudnymi stopami świętego miejsca (wiadomo, że fan techno to zboczeniec, najczęściej pedał i oczywiście ćpun. Dzięki takiemu przekonaniu już dawno temu prezydent Łodzi zlikwidował największą polską techno imprezę, bo mu zboczeńcy Piotrkowską maszerowali i gwizdali). Ale moją intencją było coś innego – według rozumiania tejże grupy ludzi każde miejsce, w którym był papież jest święte. Pech chciał, że nasz Jan Paweł II uwielbiał podróże, spływy kajakowe, wędrówki górskie itp. Jakby dobrze prześledzić jego życie, to można z niedużym przybliżeniem przy wjeździe do Polski z dowolnej strony walnąć blachę, że całość to ziemia święta, należy zachowywać się cicho i godnie i najlepiej modlić i pokutować, bośmy grzeszni. Nie zawadzi też obok blachy postawić tacę na co łaska na kolejne świątynie.
Po trzecie – cokolwiek tematycznie z numerem dwa związane. Otóż 15 sierpnia ośmiela się do Polski, konkretniej do Warszawy przyjechać Madonna na koncert. Tfu, toż to jawnogrzesznica i antymadonna – juz słychać głosy. Nawet księża się wypowiadają, że jak to może być że cały lud boży, rozmodlony tego dnia, nucący “Czarna Madonno” skalać może swoją obecnością gwiazda pop, Madonna właśnie. Jak ona w ogóle ośmiela się nosić imię Madonna? No i wiadomo, kto pójdzie na koncert to grzech popełni.
Ciekawe jak rodzice wytłumaczą swoim nastoletnim pociechom, że nie pójda na ten koncert, bo to grzech słuchać takich bluźnierczych i obscenicznych wykonawców. To, że piosenki się podobają i są chwytliwe to nie wszystko, mówią księża. Popkultura powinna nieść ze sobą przesłanie, wartości moralne, a nie pustą, bezbożną rozrywkę. Człowiek nie po to został stworzony, by się bawić. Życie człowieka to wieloletnia, nieprzerwana pokuta za grzech pierworodny i kajanie się, by dążyć do doskonałości. Fakt, że przy obecnym, mocno konserwatywnym papieżu, katolicyzm zamyka się i przekreśla dokonania JPII. I moim skromnym zdaniem pomysły takich fanatycznych grupek jak tych w przypadku koncertu Madonny, czy festiwalu muzyki techno na błoniach to czysta wypadkowa obecnej polityki Watykanu, polityki zamykania się na wszystko, co obce i konserwowania (a raczej kiszenia) własnych tradycji, wielokrotnie nie rozumianych przez wiernych, ba nawet przez księży.
I być może niedługo czeka nas wielka batalia środowisk katolickich o... nowy podatek. Bo jak zabraknie na tacy, to z czego utrzymają się budowane bez przerwy nowe kościoły, bazyliki, sanktuaria. Ktoś jest gotowy założyć się ze mną o ten podatek?










