PRZYJACIELE HE

www.aleksanderlamek.pl
Terapia śmiechem - oficjalna strona Aleksandra Łamka

www.ballsrevolution.pl
Rewolucja jaj - projekt dla mężczyzn poświęcony naturalnemu uwodzeniu

www.feniks-uwodzenie.pl
Uwodzenie wg Feniksa

www.strefasingla.pl
Strefa Singla - klub dla Singli umożliwiający spotkanie w realu

www.xtrm.pl
Nietypowe sporty ekstremalne: snowscoot, snowbike, bikeboard

PROGRAMY PARTNERSKIE

Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna

Portale randkowe okiem mężczyzny

Portale randkowe okiem mężczyzny
Jestem 32-letnim facetem, który przeżył chyba mniej "przygód" i związków w swoim dotychczasowym życiu niż większość osób w tym wieku. Dlaczego? Rzadko jakaś kobieta podobała mi się na tyle, by próbować ją poznać (co nie znaczy bynajmniej, że szukałem jakiegoś nieistniejącego ideału). Po drugie, przez długi czas nie uważałem się za kogoś na tyle interesującego, by móc zainteresować swoją osobą jakąś dziewczynę. Uważałem, że jestem zbyt małomówny (czyli nudny), za mało oczytany, niezbyt atrakcyjny fizycznie i zbyt biedny.

 

Moja mama (sprzątaczka) sama wychowywała mnie i siostrę, przez długi czas chodziłem w jednych spodniach i jednych butach, w wieku 16-tu lat zacząłem pracować fizycznie, by pomóc mamie w utrzymaniu rodziny. Byłem nieśmiały i trochę zakompleksiony. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, że dziewczyny w moim wieku szukały głównie zabawy, a nie filozoficznych dysput. Jakiś czas pózniej, gdy byłem kierownikiem 2 sklepów, zarabiałem nieźle, więc stać mnie było żeby zaprosić dziewczynę do kawiarni czy kina i potrafiłem już porozmawiać na niejeden temat zauważyłem, że często jestem postrzegany głównie przez pryzmat tego, iż zarabiam więcej niż średnią krajową. Jako człowiek, którego charakter ukształtował się w dużej mierze podczas słuchania Piwnicy Pod Baranami i Starego Dobrego Małżeństwa, nie potrafiłem i nie chciałem się z tym pogodzić. Wolałbym być oceniany na podstawie tego co myślę i kim jestem, a nie tego co posiadam.

Miało być o portalach randkowych, więc już przechodzę do rzeczy.

Około 3 lat temu zarejestrowałem się w tychże. Onet i wp (moim zdaniem różnią się one tym, że w Sympatii spotkacie więcej normalnych osób szukających stałego związku, a na wp więcej jest anonsów małolatów i ludzi, którzy szukają przelotnej znajomości). Postarałem się napisać o sobie dość obiektywnie, w więcej niż dwóch zdaniach, nie upiększać i nie idealizować swojej osoby. Efekt w postaci listów od kobiet owszem był, ale co z tego. Mniej-więcej połowa z nich najdalej w trzecim mailu pytała czy mam mieszkanie i jakim jeżdżę samochodem. Odpowiadałem wówczas, iż samochód mam zielony, stary i poobijany (miał wtedy 5 lat, stary czy młody to pojęcie względne, poza tym rzeczywiście był trochę porysowany). Po takiej odpowiedzi dziewczyna już więcej nie pisała, a ja tego wcale nie żałowałem. Z pozostałej połowy większość to dziewczyny, które same nie wiedzą czego chcą, osoby które mają kogoś ale szukają "lepszego", bądź księżniczki, które pragną księcia z bajki (czytaj: dyrektora lub menadżera, który uprawia sporty ekstremalne).

Spotkasz czasami desperatkę, która już na pierwszym spotkaniu mówi o małym domku z czerwonym dachem, dzieciach itd. Wprawdzie myślę już o założeniu rodziny, ale dziewczyny - na litość boską, NIGDY nie mówcie o tym na pierwszej randce! Są też takie, które chcą przed ewentualnym spotkaniem bez końca wymieniać się listami. To nie jest dobre. Z doświadczenia powiem Wam, że po około 3 mailach trzeba się spotkać "na żywo". Jeżeli rozmawiasz z kimś długo poprzez maile czy gg, to często tworzysz sobie w głowie nieprawdziwy (niekoniecznie wyidealizowany, ale nieprawdziwy) obraz tej osoby. Nie zawsze rozumiesz czytane zdania tak, jak powinny być zrozumiane. Równie wiele co słowa, znaczą przecież czyjeś spojrzenia, gesty... dlatego trzeba usiąść razem przy kawiarnianym stoliku, a nie tworzyć sobie w głowie jakieś iluzje. Dopiero kiedy zobaczysz drugiego człowieka wiesz czy chcesz go poznawać dalej. "Iskra" przeskoczy lub nie, niezależnie od tego czy wymieniliście przedtem 3, czy 103 maile.

Mimo wszystko dziewczyn które chciałem spotkać było na tyle dużo, że przez 2 miesiące umawiałem się co 2-3 dni, za każdym razem z inną. Po 2 miesiącach musiałem przestać, by nie popaść w depresję i nie uwierzyć w to, że wszystkie fajne rzeczywiście już są zajęte. Szczytem wszystkiego było spotkanie z nauczycielką niemieckiego. Rozmowa wybitnie się nie kleiła, jakikolwiek temat zacząłem, pozostawał bez echa. Tylko tak, nie, na zmianę z różnymi monosylabami. W końcu, lekko już zniechęcony, zszedłem na tzw. żelazne tematy:

- Jakiej muzyki słuchasz?
- ... raczej nie słucham.
- Jak to?
- Jak wracam do domu, to zazwyczaj nawet radia nie włączam.
- Jakie filmy lubisz?
- Ostatnio byłam w kinie jakieś pół roku temu, z klasą, na "Ogniem i mieczem" (nie pamiętam czy to był rzeczywiście ten tytuł, ale była to z pewnością jakaś lektura szkolna). Jak nie mamy wyjścia z uczniami, to sama nie wychodzę.
- A jakie książki? Jakie czytasz?
- Odkąd skończyłam studia obiecałam sobie, że już nigdy w życiu żadnej książki nie przeczytam.

W tym momencie się poddałem. Nauczycielka! Wyszedłem do toalety, zadzwoniłem do kolegi by oddzwonił do mnie za kilka minut, a ja będę wtedy udawał, że to telefon z pracy i muszę natychmiast wracać. Tak też się stało. Pożegnałem się grzecznie i uciekłem czym prędzej.

Był to jeden z dwóch przypadków, gdy uciekałem z randki. Drugi zdarzył się wtedy, gdy na godzinę przed spotkaniem dostałem sms-a: "bede z kolezanka, przyjdz z kolegom". Zapewniam Was, że "kolegom" bynajmniej nie było jedynym smaczkiem tej krótkiej znajomości.

Co do płatności, przynajmniej na pierwszej randce, to zawsze płacę. Być może jestem staroświecki, ale uważam, że tak powinno być. Kiedyś pewna dziewczyna bardzo się upierała, że chce zapłacić za siebie. Zapłaciłem rachunek gdy wyszła do toalety. Może to nie fair, ale gdy ja zapraszam, to ja płacę. Jeżeli Cię nie stać na rachunek w kawiarni, to pewnie nie stać Cię również na wspólne życie. Weź się zatem najpierw do roboty. Praca czeka dla tych, którzy naprawdę jej szukają. Sam niedawno szukałem pracowników i telefonów od chętnych było naprawdę niewiele. A warunki proponuję lepsze niż konkurencja.

Miranda ma absolutną rację. Na portalach trudniej spotkać wartościowego człowieka niż "w realu". Zapisz się gdziekolwiek, jeśli masz jakieś hobby to szukaj ludzi podobnych Tobie. Jeżeli nie masz, znajdź w sobie jakąś pasję; czytaj książki, rozwijaj się - a będą na Ciebie łaskawym okiem spoglądać kobiety, którym do pięt nie dorastają te, za którymi Ty dzisiaj wodzisz wzrokiem. Człowiek z pasją jest ciekawszy i prędzej zainteresuje drugą stronę niż ktoś bez żadnych zainteresowań. Te słowa kieruję do mężczyzn, którzy szukają kobiety - partnerki, a nie panienki, która przyniesie piwo z lodówki. Piwo z lodówki przyniesie nawet pies po odpowiednim przeszkoleniu.

Ja właśnie znalazłem swój Skarb. Skarbek ma na imię Magda i jest najpiękniejsza, najwspanialsza i najinteligentniejsza ze wszystkich kobiet jakie poznałem. Jest w wielu dziedzinach mądrzejsza ode mnie i bardzo mi to imponuje. Poznałem Ją w świecie realnym, nie wirtualnym.

Uwierzcie mi - to naprawdę nieprawda, że wszystkie fajne są już zajęte.

Szukajcie, nie poddawajcie się Panowie i Panie.

Trzymam za Was kciuki.

 

Autor:   Tomek

Data publikacji:   02 listopad 2006r.

Oceń artykuł:
Aktualna ocena to: 4,71.
Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna