Randki internetowe - głos kobiety
Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia i dość sceptyczne podejście do tak zwanych randek internetowych. Z jednej strony bowiem, wielokrotnie słyszałam mniej lub bardziej prawdziwe opowieści, jak to ktoś spotkał tą metodą swoja drugą połowę, z drugiej zaś strony, moje doświadczenia na tym polu na pewno nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Jeżeli zaś przynosiły, to krótkotrwałe i raczej przywodzące na myśl nie ustające badanie socjologiczne. Badanie, w którym nie koniecznie chciałabym jeszcze raz wziąć udział.
Mechanizm
Wydaje mi się, że randki internetowe mają swój charakterystyczny schemat. Najpierw oczywiście następuje zapoznanie - obojętne czy na czacie czy na jakimś serwerze z ogłoszeniami. Tu już następuje pewne rozdwojenie schematu - albo korespondencja przybiera postać sztampowej wymiany e - maili, przy których można zaziewać się z nudów i ma się nie odparte wrażenie, że równie dobrze można by było przeczytać kolejny raz wklejony ctrl+C życiorys delikwenta ze sztampowymi odpowiedziami o hobby, ulubioną zupę i niemalże z rozmiarem buta. Albo też, na szczęcie, trafia się na kogoś z kim korespondencja wydaje się w miarę normalna i swobodna, prawie jakbyście się znali. Po pewnym czasie może nastąpić wymiana zdjęć. Tu częstokroć następuje pierwsze rozczarowanie. Nie ukrywajmy, że w 80 przypadkach na 100, choćby facet lub kobieta był wulkanami erudycji i tak korespondencja z tego powód może zostać zerwana. Faza ta częstokroć poprzedzona jest długotrwałymi negocjacjami, a nawet w niektórych wypadkach w ogóle może nie mieć miejsca, przy czym dziewczyna ma łatwiej, zawsze może powiedzieć, że nie ma skanera i bardzo jej przykro. Potem następuje wymiana telefonów (komórkowych). To stadium znajomości, zdawałoby się, prowadzi bezpośrednio do wymarzonego spotkania.
Spotkanie
Samo spotkanie nie jest jednak jeszcze przesądzone. Część mężczyzn właśnie wtedy przypomina sobie bowiem swoich dziewczynach, narzeczonych i żonach. Na szczęcie. To ta część w końcu, która ma jeszcze sumienie. Część nie dzwoni zaś nigdy. Jeden z moich korespondentów miał się ze mną spotkać we wrześniu zeszłego roku, do tej pory dzwoni do mnie z okazji świąt. Z jakiś powodów zawsze jednak coś mu stoi na drodze. Zaczęło mnie to już nawet śmieszyć. Nie śmieszyłoby mnie jednak, gdybym była zdesperowana.
Gdy szczęśliwie uda wam się ustalić czas i miejsce, to nie znaczy jeszcze, że dojdzie do spotkania. Mitem jest, że znakiem rozpoznawczym randkowiczów jest np. zielony balonik, albo kwiatek w dłoni. Nic z tego. Większość facetów stoi jak kołki, nie rozgląda się, a gdy przypadkiem napotka wzrok dziewczyny, odwraca się, licząc na cud, że mimo wszystko pojawi się im wygłodniała Jenifer Lopez. Naprawdę wygłodniała. Zdjęcia przesłane z reguły nie maja bowiem wiele wspólnego z realnym wyglądem takiego delikwenta. Bywają przypadki na granicy dobrego smaku - ktoś cię ogląda z daleka, na dodatek jeszcze telefonując i idzie do domu. Część w ogóle nie przychodzi.
W końcu udało się do siebie zagadać. Kolejna niespodzianka. Facet nie kryje rozczarowania (tu statystyka wynosi 75 przypadków na 100). Ale gdzieś idziecie. Gdzie? Oczywiście nie ma pojęcia i z reguły czeka w te mierze na twoją propozycję. Lokal. Rozmowa - nie klei się (85 przypadków na 100). Pada nieśmiertelne pytanie (100 przypadków na 100), dlaczego właśnie przez internet? Co cię do tego skłoniło? W tej chwili najchętniej odpowiedziałabym, że sama się zastanawiasz. Mija godzina, półtorej, przy udanej randce około dwóch. Dyskretnie popatrujesz na zegarek. Mówisz, że już pora. Rzadko kiedy pada pytanie o ponowne spotkanie, z reguły z resztą od tych fatów, na których właśnie najmniej zależy. Zdawkowe pożegnanie i najgorszy tekst - miło cię było poznać. Brrrr.....
Tragedia, jeśli wpadł w oko - szanse, że wyśle maila lub zadzwoni, są takie jak, że dotrzymam diety tej wiosny, aby wcisnąć się w bikini (5 przypadków na 100). Można zawsze odezwać się samemu, szanse nawiązania znajomości zawsze istnieją, zważywszy, że część facetów jest naprawdę nieśmiałych (kolejne 5 osób na 100). Potem może nastąpić kilka dalszych spotkań, najdłużej powiedźmy pól roku (ale on akurat miał problemy ze swoją męskością i szukał potwierdzenia).
Jacy faceci?
Różni, tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Cześć rzeczywiście podziela stereotypowe wyobrażenia o randkach internetowych - nudni informatycy, którzy nie są w stanie zagadać w dyskotece panienki. Część jest nawet całkiem całkiem, ale co z tego. Mam wrażenie, że wszyscy szukają królewny z bajki. Łączy ich wspólny mianownik - rzekomo niedawno rozstali się z dziewczyną (80 przypadków na 100), a w ogóle to są na randce internetowej pierwszy, no góra, trzeci raz, a zwykle wybierają tradycyjne metody podrywu, choć starą wygę na tym polu łatwo odnaleźć.
Randka czy nie randka?
Na pewno zero flirtu lub seksu (75 przypadków na 100). To nie są randki tylko raczej konfrontacje, niestety wyobraźnia lubi zawyżać standard. Często delikwent nie pokrywa nawet kosztów zamówionego w kawiarni soczku. Nie mówiąc o odprowadzeniu na przystanek czy odwiezieniu do domu.
Po co?
Dla wytrwałych, na zabicie czasu, dla osób z dużym poczuciem humoru i mocno rozwiniętym dystansem do siebie.







