PROGRAMY PARTNERSKIE

Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Napisz e-mail do autora Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna

Sezon weselny

Sezon weselny

Tytuł brzmi prosto i nudno, ale niech nie będzie wskazówką do tego, by przeczytanie artykułu odłożyć na potem. Wraz z wiosną nadszedł czas w którym wszystkie możliwe do wynajęcia sale bankietowe oblegane są przez nowożeńców i całe gromady sproszonych gości. Wszyscy bawią się, tańczą, z upływem imprezy prowadzą coraz bardziej bełkotliwe rozmowy na tematy wszelakie, starosta weselny dolewa do kieliszków i dolewa, i dolewa...

 

Aż do końca, gdy goście pousypiają na i pod stołami, zarzygają obie dostępne toalety, a pod lokalem odbędzie się kilka pojedynków na wiotkie od alkoholu pięści. I wszyscy rozjadą się szczęśliwi do domów, by następnego dnia skacowani wrócić na poprawiny. Młodzi upojeni swoim szczęściem otworzą prezenty (w domyśle oczywiście koperty), podliczą imprezę i będą mogli spłacać pierwszy w życiu wspólny kredyt. Szczęśliwi i weseli wejdą na pierwszą we wspólnym życiu krętą ścieżkę. Sami chcieli. Sami chcieli? Hm... niekoniecznie. Raczej zostali wrobieni w rodzinne układy, kultywowaną na siłę tradycję „zastaw się, a pokaż się” i przymuszeni przez rodziców jednej czy to drugiej strony. Przecież na początku miało być skromnie, cicho, tylko dla nas dwojga i naszych najbliższych. Czar pryska po pierwszym spotkaniu rodziców obojga.

Jedni zgadzają się z młodymi, że skromnie, drudzy wolą jednak coś ponad. W końcu wesele ma się raz w życiu. Warto dla tej chwili zrobić coś, co będą miło i sympatycznie wspominać. Pytanie kto – młodzi czy rodzice młodych? Komu na tym pokazaniu się, na zrobieniu wesela pełną gębą bardziej zależy? Może matce panny młodej, bo ma pełno koleżanek, których córki już powychodziły za mąż, ciasta od każdej skosztowała, więc teraz nie wypada samej nie postawić makowca i po weselu nie pochwalić się jaką to córeczka miała suknię, jaką bryczką jechała pod kościół, jaki tort weselny był wielki i jak się goście bawili? A może matce pana młodego, bo co powiedzą sąsiadki, jeśli nie będzie odpowiedniej oprawy weselnej i do ślubu pojadą młodzi jak na zwykłą niedzielną mszę? Przecież wioskowe sąsiadki będą miały używanie i nie zejdą z karku takiej rodzinie przez najbliższy rok albo przynajmniej do czasu katastrofy rozmiaru TU-154? Być na językach wszystkich znajomych, koleżanek, pociotków? Nie do wytrzymania dla każdej zdrowo usadowionej w polskiej tradycji matce panny młodej/pana młodego. Dlatego jazda, idźmy na całość. Jak wydawać córkę za mąż to tak, by cała okolica huczała. Jak pierworodny się żeni to wszyscy sąsiedzi i znajomi muszą mieć co wspominać.

Miało być skromne przyjęcie dla maksymalnie 20 osób? Miało być na początku. Gdy obie strony rozwiną listę gości wyjdzie 50+.

Miała być impreza w pobliskiej restauracji? Niemożliwe, trzeba rozejrzeć się za lokalem o znacznie wyższym standardzie i koniecznie znanym wśród znajomych.

Rodzina pana młodego myślała, że obleci imprezę korzystając z dzisiejszego wyposażenia szafy? Bzdura – na taką okazję trzeba kupić, a najlepiej dać uszyć nowe ubranie (faceci) lub suknie (kobiety).

Miało być skromnie, czyli znajomi i pociotki niezaproszone na party nie mieli dostać ciasta weselnego? Nic z tego, dostać muszą.

Miały być zaproszenia kupione w normalnym sklepie papierniczym? Ależ skąd – należy zrobić profesjonalną sesję foto i dać zarobić projektantowi, który i tak pojedzie po jednym ze swoich wielu szablonów, ale i po specjalnej dla młodych cenie.

Zastanawiano się nad brakiem profesjonalnego fotografa w czasie imprezy? Postulat odrzucony bez mrugnięcia okiem – fotograf będzie pstrykał fotki za kupę kasy, nawet mimo tego, że wiele razy wejdzie w kadr dziesięć innych aparatów, a każda chwila będzie dostępna z kilku różnych ujęć.

I tak można wymieniać i wymieniać. Bez końca. Efekt jest taki, że z małego przyjęcia robi się weselicho po pachy, po którym wszyscy, choć chwilowo zadowoleni poczują w ustach lekki niesmak i w głowach kołatać będzie im się od czasu do czasu myśl: przecież tak nie do końca miało być... przecież miało być skromnie, cicho, intymnie wręcz, a wyszło jak u wszystkich dokoła, niczym się nie wyróżniliśmy. A ile zszarpanych nerwów przez ten rok przygotowań, ile benzyny spalonej na wyjazdy, dojazdy, przymiarki, rozwózki, przygotowania? Czy młodzi będą od tego bardziej szczęśliwi? Im to wisi, może jedynie ciotki po latach spoglądając na zdjęcia uśmiechną się tu i ówdzie.

Poddaję to pod rozwagę wszystkim szalejącym i planującym szaleństwa przedweselne. Narobicie się, nagromadzicie stresu na lata, a wyjdzie jak u wszystkich wokoło. Poszukajcie czegoś dla siebie – jako młodzi macie do tego prawo raz w życiu (zgodnie z duchem katolicyzmu). Pytacie o rodzinę, znajomych? Dajcie spokój, to nie chwila dla nich. To wy jesteście ważni, cała reszta to zwykły pył na weselnym ubraniu – pył wielowiekowej pustej tradycji, pył sąsiedzkich oczu, pył pomówień znajomych i kolegów waszych rodziców. Strząśnijcie go z siebie – zbędny trud, zbędne koszty. Efekt będzie taki, że i tak nikt tego trudu i kosztów nie doceni. Wróćcie tu za rok, dwa po weselu i sprawdźcie czy nie miałem racji.

 

Autor:   Cliff

Data publikacji:   01 czerwiec 2011r.

E-mail:   napisz do autora

Oceń artykuł:
Aktualna ocena to: 4,33.
Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Napisz e-mail do autora Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna