PROGRAMY PARTNERSKIE

Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Napisz e-mail do autora Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna

Syndrom króliczka

Syndrom króliczka

Odkąd pamiętam, on już tam był. Ten króliczek. Którego gonienie daje ponoć najlepszą zabawę. A co jest takiego fascynującego w uganianiu się między krzakami za jakimś futrzakiem? Cóż, metafora metaforą, ale w gruncie rzeczy sprowadza się to poniekąd właśnie do tego futerka.

 

Na temat problemów z synchronizacją chęci i oczekiwań powstała cała masa piosenek, aforyzmów i naukowych opracowań. Odwieczny problem, dlaczego ona nie chce, a on nie zwraca uwagi, zasilił szeregi filozoficznych rozważań typu „co było pierwsze, jajko czy kura?”. Dlaczego mężczyźni muszą nieustannie łowić i szybko się nudzą zdobyczą, a kobiety drogę do łóżka wydłużają w nieskończoność, a zaraz „po” snują odlegle plany?

Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma – to zasada ogólna. A jak to odnieść do szczególnego przypadku relacji damsko-męskich? Dane są takie: ona, on, chęć, niezdecydowanie. Jako że w przyrodzie nic nie ginie, lewa strona równania musi równać się prawej. Zatem w pierwszym działaniu ona jest niezdecydowana, a on chętny. Jeśli po drodze wskutek działań wszelakich ona zmieni swoje nastawienie, dla pełnej zgodności w rachunkach zmienić musi i on. Więc gdy ona się angażuje, on traci zapał. Oczywiście ktoś może się teraz przyczepić – przecież zdarza się, że jej się odmienia i jemu zostaje albo obojgu rośnie. Fakt, matematyka zna takie przypadki. Ale wtedy najczęściej do wyniku miesza się chemia.

Kogo nie przekonuje matematyka, niech sięgnie po biologię. Ostatecznie, jak mawiała dr Tekla, „genetyka jest i tak najważniejszą z nauk, czy to się komuś podoba czy nie”. Tak jesteśmy zaprogramowani i nieważne jak długo będziemy tupać nogą ze złości, natury nie zmienimy. Zawsze nas będzie ciągnęło w kierunku rzeczy nieosiągalnych, do nich będziemy wzdychać i pragnąć po nocach. Coś, co jest na wyciągnięcie ręki, nie jest wyzwaniem, a brak wyzwania nie dostarcza ekscytacji. Zgrywanie niedostępnej to stara jak świat sztuczka. Myśliwemu, przekonanemu o swoich nadzwyczajnych łowieckich zdolnościach, nie mieści się w głowie, że jak to, ONA nie chce? Dlaczego? MUSI zechcieć. W ten oto sposób kobieta staje się obiektem wartym wszelakich poświęceń i starań, aż do skutku. Ale razem z ubraniami opadają też emocje. Ostatecznie cel został osiągnięty i pora rozejrzeć się za nowym wyzwaniem. Wtedy właśnie kobieta, widząc spadek zainteresowania, zaczyna swoje gierki, nie chcąc dopuścić do tego, by jej oddanie poszło na marne. Jaki z tego morał? Dawać tylko palec, a rękę schować za plecami. Tak, żeby gdzieś z boku zawsze czaiła się niepewność. Jasne, brzydzimy się manipulacją, ale niestety to właśnie ona zapewnia nam sukces, a nie szlachetna szczerość i serce na dłoni.

Również psychologowie chętnie wtrącą swoje trzy grosze. Zapraszając na rozmowę jedną i drugą stronę strzelby (rzecz jasna, osobno) bez trudu wyciągną na światło dzienne ciemne motywy działania. Wolimy zdobywać, bo to podkreśla naszą wartość. To jak różnica między upolowaniem mamuta a znalezieniem martwej hieny. Nieważne, jakie w tej gonitwie mamy szanse, liczą się tylko pragnienia, to walka o spełnienie tych marzeń nadaje smak naszemu życiu. A jak to wygląda od strony królika? Najpierw dzielnie odpieramy zaloty, zręcznie unikając pułapek. Gdy jednak myśliwy zniechęcony wzrusza ramionami, raptem czegoś zaczyna nam brakować. I chociaż nagle ani nie wypiękniał, nie zmądrzał i nie zeszlachetniał, odkrywamy, że w gruncie rzeczy nie był taki zły. Wychodzimy zza drzewa i machając ogonkiem próbujemy ponownie go skusić. Bo niby dlaczego nagle stracił zainteresowanie? Przecież nam nie można się oprzeć. Wtedy wszystko wraca do normy, a my łaskawie pozwalamy się adorować, tylko po to, by poczuć siłę własnej atrakcyjności. I tak zabawa zaczyna się od nowa. Mądrzy ludzie z kozetkami w swoich gabinetach od razu powiedzą, że to nic innego jak strach przed związkiem i prawdziwym zaangażowaniem.

Czy za tą gonitwą kryje się jakiś głębszy sens? Możliwe. Sęk w tym, by po drodze nie paść z wycieńczenia i głodu. Przychodzi więc pora by tego królika złapać. I stwierdzić – ale pasztet! Cokolwiek to w danej chwili będzie znaczyło.

 

Autor:   Edyta Wojtach

Data publikacji:   22 grudzień 2010r.

E-mail:   napisz do autora

Oceń artykuł:
Aktualna ocena to: 4,75.
Wydrukuj artykuł Wyślij powiadomienie e-mail do znajomego o tym artykule Napisz e-mail do autora Podyskutuj na forum Oceń artykuł Zmień czcionkę - większa/normalna