Zakończmy wakacyjne flirty
A przecież wakacyjna miłość nie trwa wiecznie i doskonale sobie z tego zdajemy sprawę. Mimo to wielu z nas jeszcze długie miesiące będzie się łudziło, że 500 kilometrów odległości to pestka, że związek da się utrzymać mimo wszelkich przeciwności losu, spotykając się raz na dwa lub nawet cztery tygodnie na krótkie kilka godzin. Będziecie słać tęskne e-maile, puszczać w eter słodkie smski, karteczki z kotkami i kwiatuszkami. Po co? Przecież to i tak umrze. Lepiej dać sobie spokój i poszukać ciekawej znajomości w bliższej okolicy.
Tu zapewne należałby się mały disclaimer na temat tego, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem związków utrzymywanych na siłę mimo odległości i uważam się za osobę nieszczęśliwą, jeśli nie mogę spędzić każdej wolnej chwili w towarzystwie mojej ukochanej. Dla mnie nie ma sensu jedno spotkanie na 2-4 tygodnie. W ten sposób rok mija i kończy się na kilkunastu spotkaniach. Czy ludzie zdołają się dobrze poznać podczas kilkunastu kilkugodzinnych randek? Nie.
Ale jak zapomnieć? Najlepiej nie myśleć, powie ktoś. Racja. Ale nie ma zdecydowanie idealnej recepty na porzucenie myśli o wakacyjnej miłości. Można nie myśleć na przykład oddając się z pasją wielu czynnościom zajmującym nas do tego stopnia, by nie było czasu na myślenie. Wystarczy wówczas kilka tygodni wytężonej pracy, nauki, czy ćwiczeń fizycznych by po ich zaprzestaniu stwierdzić, że wakacyjna miłość jest już odległym wspomnieniem a życie biegnie dalej.
Można spróbować poderwać jakąś dziewczynę. Czy to w codziennym autobusie, czy na uczelni, czy w drodze do pracy, podczas zakupów w hipermarkecie, w klubie wieczorem, na dyskotece. Miejsc jest mnóstwo, okazji zapewne dla każdego z nas również niemało. Tym bardziej dlatego, że po wakacyjnych flirtach dziewczyny postępują w podobny sposób jak my - często szukają szybkiego zapomnienia o wakacyjnych uczuciach w osobie, z którą będą mogły spędzać czas równie miło, ale za to znacznie częściej niż z chłopakiem z drugiego końca Polski.
Można oczywiście, czego osobiście nie polecam - po prostu po powrocie do domu potargać wszystko, co wiązało nas i przypominało o wakacyjnej dziewczynie i zalać się w trupa. Potężny kac następnego ranka już niejednego wyleczył z niepotrzebnych amorów i lania łez miesiącami.
Można na koniec wcale mnie nie słuchać, tylko przezwyciężyć wszelkie trudności, zacisnąć zęby, przekonać siebie i dziewczynę, że 500 kilometrów to pestka, a wasza miłość jest dużo silniejsza niż całe wasze otoczenie i ból tęsknoty i być razem szczęśliwi. Może wcale nie mam racji w wielu przypadkach odradzając wam miłość na odległość. Jest wiele szczęśliwych par, które poznały się w ten właśnie sposób. Czego i wam życzę!











